wtorek, 19 kwietnia 2016

Informacja

Hej :)
Okey, no więc na samym początku chcę was ogromnie przeprosić za to, że nawaliłam z tłumaczeniem tego opowiadania. Zobowiązałam się do prowadzenia go, jednak nie daję rady. Bardzo dużo ostatnio dzieje się u mnie i nie mam czasu dla siebie, a jak już go mam to tłumaczę. Wykańcza mnie zmęczenie (pozdrawiam tych co piszą testy gimnazjalne) i nie jestem w stanie dłużej tak funkcjonować. Dobija mnie poczucie winy, bo kiedy zaczynałam tłumaczyć miałam mnóstwo czasu i obiecałam wam częste rozdziały. I naprawdę miałam nadzieję spełnić obietnicę! Chciałam je wstawiać co tydzień! Ale to diametralnie się zmieniło i nagle nie mam czasu nawet na wyjście z przyjaciółmi. Bardzo przepraszam za to, że nie dotrzymałam obietnicy. Czuję się z tym okropnie i wiem, że was zawiodłam. 
Więc
Szukam osoby, która podjęłaby się tłumaczenia i zakończyłaby opowiadanie. Jeśli ktoś jest zainteresowany piszcie do mnie na twitterze, link jest w zakładce 'znajdź mnie'. 
Jeszcze raz ogromnie przepraszam. Bardzo mi przykro, ale ta decyzja jest dla mnie najlepsza.

środa, 6 kwietnia 2016

Rozdział 18 pt I


Heej! Słuchajcie bardzo przepraszam za długą przerwę, Nie będę się tłumaczyć, ale tak wyszło, że zabrałam się za pracę dopiero w tamtym tygodniu. Wiem, ze długo czekaliście, więc wstawiam na razie mniej więcej połowę osiemnastego rozdziału. No to miłego czytania ☺





Jackie


-Harry ty pie-
Usłyszałam pisk Louisa, kiedy zniknął w środku.
-Louis?- zapytałam drżącym głosem i podeszłam bliżej, aż w końcu przeszłam przez małą szparę w drzwiach.
Moje serce dosłownie się zatrzymało i poczułam się jakby własnie wyskoczyło z mojej klatki piersiowej. Louis klęczał nad Harry'm.
Harry leżał na podłodze, jego koszulka i dresy były pokryte krwią. Miał odsłonięte nadgarstki, a ja musiałam zakryć usta dłonią, żeby powstrzymać szloch na widok głębokich ran.
Moje oczy spadły na dwie małe buteleczki niedaleko niego. Były puste.
Opadłam na kolana obok Louisa, który wariował, płacząc i szarpiąc Harry'ego.
-Harry, Harry. Obudź się kolego to nie jest śmieszne - powiedział surowo.
Przygryzłam wargę, zlizując słone łzy.
-Zadzwoń po karetkę - powiedziałam pochylając się aby sprawdzić czy oddycha. Nie oddychał. Kurwa.
-Oddycha?- zapytał Louis podnosząc telefon do ucha.
Jego oczy były czerwone i podpuchnięte, kiedy skinęłam głową przygryzając wargę.
-Ha-lo - powiedział do telefonu, a ja spojrzałam znów na Harry'ego.
Łzy spływały z moich policzków na niego, kiedy złapałam jego prawy nadgarstek aby przyglądnąć się ranom. Były strasznie głębokie. Zapłakałam mocniej zauważając, że skóra na jego prawej dłoni była podpalona. Robin, pomyślałam wypuszczając jego dłoń.
-Kurwa, KURWA! - krzyknął Louis wstając po tym jak skończył rozmawiać z kobietą, która powiedziała, ze lepiej będzie jeśli pozostanie na linii. Ale rozłączył się, bo nie był zbyt stabilny emocjonalnie.
Spojrzałam na niego i zamrugałam kilka razy aby zobaczyć go wyraźniej przez łzy.
Podszedł i uderzył w drzwi po czym zakrył twarz dłońmi.
Moje wargi drżały. To była moja wina. Gdybym nie wyszła rano, ponieważ mój tata zadzwonił, żebym wróciła, nie zrobiłby tego. Byłoby z nim w porządku, zatrzymałabym go.
-Louis - powiedziałam delikatnie, kiedy zaczął chodzić po pokoju.
-Nie, nie Louisój mi do kurwy! Spójrz na niego, do cholery, Jackie! Najprawdopodobniej nie żyje! Kurwa, cholera. O Boże. Zamierzam...Jest martwy. Jest martwy.
-Nie, nie mów tak, Lo-
-Kurwa, kurwa, kurwa - powtarzał.
Usłyszeliśmy syreny za zewnątrz po czym Louis praktycznie wypadł z pokoju przez drzwi. Pobiegłam za nim. Karetka zatrzymała się przed domem Harry'ego.
Objęłam się ramionami, kiedy Louis podbiegł do sanitariuszy i wskazał na szopę.
Prawie dziesięć osób pobiegło w tym kierunku i wszystko co mogłam robić to patrzeć na ich plecy kiedy zniknęli w środku. Nie mogliśmy wejść, ponieważ Harry potrzebował fachowej pomocy.
Zobaczyłam Robina wychodzącego z domu, przeklinającego w popłochu, wypytującego co się stało. Jego oczy natychmiast spadły na mnie po czym na szopę.
Ruszył w tym kierunku, odpychając na bok ludzi i przeklinając głośno.
Do tego czasu wszyscy sąsiedzi wyszli z domów, zastanawiając się co się stało. Odwróciłam się do Louisa, który opierał czoło o drzewo, płacząc w ramie.
Wytarłam policzki i nawet jeśli moje serce cierpiało, prawie rozrywając się na myśl,że Harry nie żyje i Louis płacze, podeszłam do niego.
Owinęłam ramiona wokół jego klatki piersiowej, zagrzebując twarz w jego plecy. Napiął się i strząsnął mnie, odpychając.
Poczułam się niechciana. Ale zasługiwałam na to. Spałam z Harrym, ponieważ myślałam, że Louis będzie spał z kimś innym, czy ktoś mógłby zrobić coś żałośniejszego? Chciałam się czuć kochana, ale nie byłam.
Zacisnęłam oczy, starając się zatrzymać łzy, ale nie mogłam. Chciałam i potrzebowałam, żeby z Harrym wszystko było okay. Musiał być żywy. On nie... Nie może umrzeć. Po prostu nie może. Nie,
Usłyszałam krzyk Robina i ja i Louis pobiegliśmy do szopy, skąd sanitariusze wynieśli Harry'ego na noszach.
Miał założoną maskę do sztucznego oddychania, a jego długie, szczupłe ciało było utrzymywane przez kilka pasów.
-Chcę z nim pojechać!- powiedziałam, kiedy oni wkładali Harry'ego do karetki.
-Jesteś z rodziny? - zapytała kobieta po tym, jak zniknął.
-Nie, ale-
-Musisz być.
-Proszę! Proszę, pozwólcie mi.
-Jesteśmy bliskimi przyjaciółmi.
Louis wyszedł przede mnie.
-I to nie tak, ze jego rodzina jest gdzieś tutaj.
Kobieta spojrzała na nas, po czym westchnęła.
-Dobrze, wchodźcie.
Wspięłam się do środka, po czym zrobił to Louis, po czym drzwi zostały zamknięte, a samochód ruszył. Wiedziałam, że mój tata ma mnóstwo pytań i to, że prawdopodobnie przyjedzie do szpitala.
-Reanimujemy - usłyszałam, a moje oczy się rozszerzył na widok dwóch mężczyzn podciągających koszulkę Harry'ego, żeby zrobić elektro-wstrząs.
Syrena zaczęła wyć co prawie mnie ogłuszyło.
Moje gardło zatkało się, kiedy ujrzałam siniaki na ciele Harry'ego.
-Co to jest do cholery? -wrzasnął Louis.
-Znaki po znęcaniu się nad nim -powiedział mężczyzna, a ja odwróciłam głowę.
-Nie możemy mu pomóc dopóki nie dowiemy się jak poważne są obrazy!- krzyknął ktoś jeszcze, a moje serce przyspieszyło.
-Co masz na myśli? - zapytałam, starając się mówić normalnie.
-Istnieje ryzyko poważnej niewydolności serca i organów wewnętrznych.
-Cóż, on PRAWDOPODOBNIE JUŻ UMARŁ!- wrzasnął Louis.
Samochód się zatrzymał, a ja rozejrzałam się, żeby zobaczyć, że drzwi są otwarte. Zabrali nosze, a ludzie zaczęli panikować i krzyczeć, odpychając wszystkich dookoła.
Chyba się załamię.


Mackenzie


Impreza była w pełnym rozkwicie, kiedy zrozumiałam, że jestem znudzona. Nigdy nie nudziłam się na imprezach, głównie dlatego, że miałam obok siebie Harry'ego, żeby się obściskiwać.
Westchnęłam, po czym usiadłam na kanapie z czerwonym kubeczkiem w ręce, a po chwili poczułam, że ktoś usiadł obok.
Odwróciłam głowę i zobaczyłam Nialla patrzącego na mnie, trzymającego butelkę piwa.
-Czego chcesz do cholery? - splunęłam, a jego oczy opadły na mój dekolt.
-Oczy do góry idioto.
-Wyglądasz na znudzoną.
-Odpieprz sie Niall.
-Jesteś oznaczona, no wiesz.
Przekręciłam oczami i wstałam, odkładając kubeczek na stolik.
-Gdzie idziesz?
-Do domu. Ta impreza ssie.
Upewniłam się, żeby pożegnać się z Kurtem i Leslie po czym sprawdziłam telefon, w wypadku gdyby Harry zapytał, czy chce wpaść. Nie zapytał.
-Pieprzyć go -wymamrotałam, po czym opuściłam dom Kurta, idąc przez trawnik. Mój dom był kilka bloków dalej, wiec mogłam iść.
-Hej!
Przekręciłam oczami i jęknęłam głośno, odwracając się, żeby zobaczyć Nialla biegnącego do mnie.
-O co chodzi tym razem do cholery?
-Zapomniałaś kurtki - powiedział, podając mi mój kardigan.
-Dzięki - mruknęłam i odwróciłam się by odejść.
-Więc mieszkasz całkiem niedaleko, huh? - zapytał wkładając ręce do kieszeni.
-Naprawdę nie potrzebuję ochroniarza, Niall. Możesz już iść.
-Czemu jesteś taka zimna?- zapytał.
-Żartujesz sobie? Działasz mi na nerwy do jasnej cholery! Dlaczego nie możesz wbić sobie do swojej pieprzonej głowy, ze nie jestem tobą zainteresowana?
-Ponieważ kłamiesz.
Obraziłam się i zwiększyłam tempo, ale to było bez sensu. Nie dał mi spokoju.
-Jestem jeden krok od zadzwonienia przez ciebie po policję, Niall.
-Oh, tak?
-TAK! -wrzasnęłam odpychając go lewą ręką.
-Nie musisz być ta gwałtowna księżniczko.
Fakt, że nazwał mnie księżniczką dał mi dziwne uczucie w brzuchu. Zignorowałam go idąc dalej.
Już widziałam mój dom przy tej ulicy.
Wyjęłam klucz z kieszeni i włożyłam do zamka bramy.
-Więc tutaj mieszkasz? -zapytał. -Imponujące.
Rozległ się grzmot i zaczęło padać.
-Kurwa - przeklęłam.
-Mogę wejść?
-Nie ma mowy! -krzyknęłam przez deszcz, wchodząc do ogrodu i próbując zamknąć bramkę.
-No dalej, przecież do cholery leje!
-Dobrze! Ale tylko po to, żeby zadzwonić po taksówkę.
Skinął głową, a ja modliłam się, żeby moi rodzice nie pojechali z Kelsey do babci i żebym nie musiała być z nim sama. Dlaczego akurat wtedy gdy chcę żeby tu byli, ich nie ma? Boże.
Zamknęłam drzwi za Niallem i kazałam zdjąć buty.
-Idę sie wysikać, a ty dzwonisz po taksówkę i wychodzisz.
-Jasne - powiedział chichocząc i zdejmując buty.
Zdjęłam szpilki i poszłam na górę do łazienki. Kiedy skończyłam w toalecie, przebrałam się w coś luźniejszego i spojrzałam na siebie w lustrze.
Zauważyłam, że moje uda się zmniejszyły co oznaczało, że to działa. Uśmiechnęłam się i odwróciłam, żeby wrócić na dół.
Siedział na kanapie i oglądał telewizję.
-Przeszkadzam ci? -zapytałam wyrywając mu pilota z rąk.
-Masz coś do jedzenia? - zapytał wstając i przeskoczył przeze mnie, żeby dojść do kuchni. Poszłam za nim z otwartymi ustami.
-Co? Po prostu zadzwoń po takse! -wrzasnęłam kiedy otworzył lodówkę.
Wyjął sernik mojej mamy i odłożył go na blat, po czym sięgnął po nóż.
-Niall!- krzyknęłam, kiedy ukroił sobie kawałek.
-Cu?- zapytał z pełną buzią, uśmiechając się.
-Jesteś obrzydliwy.
-Zjedz kawałek, to jest niesahmofite!
Sięgnęłam po ciasto, po czym przygryzłam wargę. Była prawie północ, ale hey, i tak zamierzałam zwymiotować te kalorie.
-Taa cokolwiek.
Kiedy zjadłam jeden kawałek, sięgnęłam po kolejny i kolejny.
-Łał, nie wiedziałem, ze możesz zjeść tak dużo.
Moje serce spadło. Dlaczego jego słowa na mnie zadziałały? Jest niczym.
-Zamknij się -mruknęłam wciskając placek do lodówki.
-Nie, to atrakcyjne. Naprawdę, bez sarkazmu -powiedział i rzeczywiście był szczery.
-Jak wrócę z łazienki oczekuję, ze będziesz w połowie drogi do pieprzonych drzwi. Idę pod prysznic.
-Kumam -uśmiechnął się, a ja wiedziałam, że wcale nie zamierzał dzwonić po taksówkę. Musiałam zrobić to sama, ale najpierw potrzebowałam łazienki.
Wybrałam łazienkę na dole i zamknęłam drzwi na klucz, po czym włączyłam wodę pod prysznicem.
Wsadziłam wskazujący i środkowy palec pod wodę, po czym uklękłam przed toaletą.
No dalej, robiłaś to wcześniej. Działało -pomyślałam, po czym włożyłam oba palce do gardła i potarłam je od środka.
Jedzenie wychodziło ze mnie, aż byłam pewna, że jestem pusta. Wstałam, trąc kolana.
Umyłam zęby i wyłączyłam prysznic, po czym ochlapałam twarz zimną wodą.
Spłukałam wodę i wyszłam z łazienki. Niall znów oglądał telewizję.
-Dzwonię dla ciebie po taksówkę -powiedziałam biorąc mój telefon ze stolika do kawy i wstukałam odpowiedni numer.
Wstał.
-Okay.
Uniosłam brwi przez fakt, że nie zaprotestował i podniosłam telefon do ucha.
-Dzwonię- zapewniłam go.
Podszedł bliżej.
-Wiem -skinął, po czym ujął moją twarz i pocałował mnie.
Mój brzuch zrobił fikołek w tył i zdałam sprawę, że podświadomie oddaję pocałunek. Irytujący głos kobiety na drugiej linii zadzwonił mi w uszach, a ja rozłączyłam się, aby odrzucić Iphone'a na kanapę.
Ręce Nialla zjechały w dół na moją talię, a ja podskoczyłam, owijając nogi wokół jego pasa.
Posadził mnie na stole, a ja zaczęłam zdejmowac jego kurtkę.
-Myślałem, że mnie nienawidzisz -odetchnął, kiedy zdarłam kurtkę z jego ramion.
-Zamknij się.

Rhya

-Więc, kochanie, wrócę za kilka dni, okay? -zapytała mama, kiedy pochylałam się nad zadaniem z algebry.
Był piątkowy wieczór, a ja robiłam zadania w kuchni. Z matmy.
-Taa, jasne -powiedziałam, a ona pomachała mi po czym zniknęła na korytarzu.
Usłyszałam, że drzwi został zamknięte, a chwilę potem mój telefon zabrzęczał.
Kolejna wiadomość od Liama, mówiąca, że jest już w drodze z Louisem.
Żułam końcówkę ołówka, kiedy zadzwonił dzwonek. Podskoczyłam, szczęśliwa i poszłam, żeby im otworzyć.
Akurat w tym momencie Perrie schodziła na dół.
-Hej kochanie -powiedział Liam uśmiechając się i pochylił się, żeby mnie pocałować.
-Hej -odpowiedziałam uśmiechając się przy jego ustach.
-Ugh.
Odwróciliśmy się i zobaczyliśmy Perrie przechodzącą obok nas do kuchni.
-Zamknij się Perrie- zaśmiałam się i zamknęłam drzwi.
-Bez Louisa?
-Pokłóciliśmy się.
-Przykro mi -powiedziałam, a on ruszył za mną do kuchni.
Perrie trzymała w ręce paczkę chipsów i pochylała się nad moim zadaniem.
-Czekaj. Czy ty robisz pracę domową?
Wskoczyła na ladę.
-Taa. Wiesz, to pomaga dostać się na uniwersytet.
-Ph..
-I sprawia, że nie powtarzasz roku.
-To akurat pan Schwartz -powiedziała wzruszając ramionami. Przekręciłam oczami.
-Więc, dlaczego tu jesteś? -kontynuowała, patrząc na Liama, który nie był zaobsorbowany zabawą z Doodlem.
-Perrie. On jest moim chłopakiem.
Przekręciła oczami.
-Wiec, jak z Zaynem?- zaczął Liam.
-O Boże. Między mną a nim nic nie ma. Dlaczego ludzie nie mogą tego zrozumieć?
-Bo oboje się sobą podniecacie -kontynuował Liam -Właściwie, zamierzam zadzwonić do niego teraz i zapytać czy ma ochotę wpaść.
-Nie. Przysięgam na Boga, jeśli to zrobisz, wychodzę -powiedziała zeskakując z blatu.
-On tylko żartuje -powiedziałam.
-Cóż, nie jest zabawny- wymamrotała, opuszczając kuchnię.
-Wiesz kto jest zabawny? ZAYN! - krzyknął Liam za nią.
Popchnęłam go, wiec spojrzał na mnie w dół.
-Ha -powiedział po czym uniósł na blat i zaczął całować.
Oblizałam usta zanim wślizgnęłam mój język do jego buzi. Smakował jak dym i pachniał alkoholem. Rezultat imprezy którą właśnie opuścił.
Jego ręce wędrowały po moich udach, odpychając spodenki najdalej jak tylko mógł. Zarzuciłam mu ręce na szyję, a on przyciągnął mnie na koniec blatu, żeby otrzeć się o mnie swoim kroczem.
-JEZU CHRYSTE -zawołała Perrie od drzwi -Nawet nie można zejść po szklankę wody.
Liam jęknął i odsunął się, a Pierrie podeszła do szafki.
-Masz sypialnię, wiesz? -zapytała, a ja zaplotłam kostki, złączając nogi.
Znów wyszła, a ja spojrzałam na Liama, który sprawdzał telefon.
-Zadzwoń do Zayna.
-Właśnie to robię.
Zeskoczyłam z blatu i poszłam po szklankę wody.
-Powiedział, ze już jedzie- powiedział Liam i odłożył telefon.
-Mam nadzieję, że nie jest pijany.
-Pijany nie, naćpany... Prawdopodobnie -wymamrotał.
-Też pachniesz jak dym.
-Cicho, wiem, że to na ciebie działa.
Przygryzłam wargę i zapiszczałam kiedy przycisnął mnie do lady. Jego krocze przywarło do moich pleców, a ja położyłam dłonie na blacie, żeby się ustabilizować.
-Hej, kochanie? -wyszeptał.
-T-tak?
-Nie chcę rujnować momentu, ale bierzesz lekarstwa?
Odwróciłam się.
-Tak, Liam.
-Przepraszam, że pytam. Chcę po prostu, żebyś była zdrowa, Okay?
Przygryzłam wargę i skinęłam.
-Nie, mam to gdzieś. Myślę, że to słodkie.
-Nie, nie jestem słodki. Nie nazywaj mnie słodkim.
-I uroczy. Jesteś definitywnie uroczy. Jak szczeniak.
Znów przycisnął mnie do blatu, akurat w momencie, kiedy zadzwonił dzwonek.
-PERRIE MOŻESZ OTWORZYĆ?! ZAMÓWIŁAM PIZZE!- krzyknęłam, a Liam zachichotał.



Część druga (mam nadzieje) już niedługo :D

niedziela, 7 lutego 2016

Rozdział 17

Chciałabym szybko na początku coś wyjaśnić. Zdaję sobie sprawę z tego, że obiecałam, że rozdziały będą częściej. Przykro mi, że długo nic nie dodawałam, ale to nie moja wina. No w zasadzie moja, ale nie mogłam na to nic poradzić. I nie chodzi tu o moje lenistwo, ale konkretnie o to, że zalałam laptopa i długo nie miałam do niego dostępu. Złośliwość rzeczy martwych, czy jak to się tam mówi. Mam nadzieję, że nie jesteście bardzo źli. Cieszę się, że prawie nie było sporów.
O, jeszcze jedno! Zachęcam do sprawdzenia zakładki "znajdź mnie" ;)
A teraz zostawiam was z rozdziałem :)


*Harry*

-Pozwól mi się z tobą kochać.
Przygryzłem wargę zaraz po tym, jak wypowiedziałem te słowa. Nie mogę uwierzyć, że właśnie to powiedziałem. Co ja sobie myślałem?
Oczywiście, że nigdy by się nie zgodziła, ponieważ nieważne jak zły Louis był dla niej, ona zawsze będzie go kochać.
Moje serce zabiło szybciej, kiedy jej oczy się rozszerzyły i spojrzała w dół na moje usta. Wyszeptała ledwo słyszalne 'okay', a moje serce wyskoczyło z klatki piersiowej.
Pochyliłem się ponownie i pocałowałem ją. Moje oczy same się zamknęły, kiedy tylko moje usta weszły w kontakt z jej. Moje ręce błądziły w dół do rąbka różowej bluzki Mackenzie i uniosłem ją. Ujawniłem jej perfekcyjną klatkę piersiową pokrytą czarnym biustonoszem i naszyjnik z samolotem idealnie ułożonym na jej szyi.
-Jesteś taka piękna- wyszeptałem, kiedy moje ręce błąkały się po jej plecach. Dotyk jej skóry na moich palcach.
Mogłem stwierdzić, że jest zdenerwowana, ponieważ jej klatka piersiowa unosiła się i opadała szybko.
Owinęła rękami moją talię i powoli zrobiła krok do przodu, do łóżka. Zatrzymałem się, nie chcąc pośpieszać rzeczy i przypadkiem jej przestraszyć.
Zacząłem składać pocałunki na jej szyi i płatku ucha. To sprawiało, że wydobywałem z niej jęki, przez co mogłem poczuć, że robię się większy.
Szarpnąłem powoli za płatek jej ucha i złapałem zapięcie stanika pomiędzy palce. Nic nie zrobiła, po prostu cofnęła głowę i oparła ją o moją. Odpiąłem biustonosz i szarpnąłem za niego, aby ujrzeć jej niesamowite piersi. Oblizałem usta, przez co się zarumieniła. Pocałowałem jej policzek i ująłem jej piersi w dłonie, automatycznie czując niekomfortowość w spodniach. Na sam dotyk.
Moje usta powędrowały do jej szyi. Przygryzłem jej delikatną skórą, po czym przejechałem po niej językiem.
Nacisnąłem palcami na jej twarde sutki, a ona zajęczała ponownie, rumieniąc się. Uniosłem jej podbródek tak, aby na mnie patrzyła i złożyłem jeden jedyny pocałunek na jej ustach. Po tym delikatnie pchnąłem ją na łóżko i przesunąłem ją trochę w górę tak, aby jej głowa spoczywała na poduszkach.
Pocałowałem jej nos, po czym wędrowałem w dół, ciągnąc językiem po całym jej ciele. Moje spodnie były boleśnie ograniczone, ale chciałem sprawić, aby poczuła się dobrze. Jej pierwszy raz musi być wyjątkowy.
Doszedłem do jej szortów i złożyłem pocałunek nad pod jej pępkiem, po czym pociągnąłem za nie w dół, odsłaniając jej perfekcyjne nogi. Sięgnęła dłońmi w dół, aby się zakryć, ale splotłem nasze palce, więc nie mogła tego zrobić.
-Nie- powiedziałem i umieściłem pocałunki wzdłuż jej ud, zanim zabrałem ręce od jej i owinąłem je wokół tkaniny jej majtek.
Przełknąłem ślinę i spojrzałem na nią do góry, aby sprawdzić, czy nie ma nic przeciwko, a ona skinęła głową, również przełykając ślinę. Jej palce nieco drżały, kiedy zdjąłem jej bieliznę.
Zrobiłem się twardy od razu, kiedy tylko zobaczyłem gładką skórę pomiędzy jej nogami. Oblizałem usta, po czym przejechałem palcem po jej szczelinie, zanim włożyłem go do środka.
Jęczała cicho, kiedy lizałem jej łechtaczkę, a ja wiedziałem, że nie mogę dłużej czekać, więc postarałem się i sprawiłem jej przyjemność. Wróciłem do jej idealnej twarzy i pocałowałem ją, ignorując motyle w moim brzuchu.
Zaczęła bawić się zamkiem mojego paska, a ja odetchnąłem, kiedy jej się udało i zdjęła moje spodnie. Syknąłem, ponieważ mój twardy jak skała penis został wreszcie uwolniony. Zarumieniła się, kiedy spojrzała w dół, a ja oblizałem usta.
-Jesteś pewna?- zapytałem, a moje serce biło poza moją klatką piersiową.
Skinęła głową, przygryzając wargę, a ja zdjąłem bokserki i zaczekałem na jej reakcję. Ku mojemu zaskoczeniu, pocałowała mnie, ujmując jednoczenie moją twarz.
-Możesz owinąć koc wokół nas?- zapytała nieśmiało, a ja skinąłem głową, robiąc to, o co poprosiła.
Zdjąłem bluzkę, wiec byliśmy oboje nadzy. Jej ręce prześledziły mój tors, kiedy wygiąłem się i chwyciłem kondoma z szafki.
Zaciągnąłem go na siebie, kiedy ona odetchnęła ciężko, obserwując moje ruchy.
Otarłem się końcówką o jej wejście, po czym spojrzałem jej w oczy. Skinęła głową uspokajająco, a ja wszedłem w nią, od razu czując jak ciasna jest.
Jęknąłem i przygryzłem wargę, zamykając oczy. Chciałem poruszać się szybciej i mocniej, ale nie mogłem, ponieważ musiałem być cierpliwy i delikatny.
Jej powieki były zaciśnięte, a kilka łez spłynęło po jej policzkach.
-Jest okay?- wyszeptałem scałowałując łzy.
Skinęła głową i otworzyła oczy.
-Ruszaj się- wyszeptała.
Skinąłem i zacząłem się znów poruszać, wkładając w to całego siebie. Zajęczała i spojrzała na moje ręce. Chwyciłem jej i umieściłem je nad jej głową, po czym splotłem nasze palce.
Wygięła plecy, a naszyjnik, który podarowałem jej na urodziny zetknął się z moją klatką piersiową.
Schowałem nos w jej szyi, wdychając jej truskawkowy zapach, który zawsze sprawia, że szaleję. Otworzyłem usta wciąż wchodząc w nią, po czym przygryzłem jej delikatną skórę, z intencją pozostawienia po sobie miłosnego śladu.
Jęknęła, kiedy mój język przejechał po znaku, jaki zostawiłem. Zetknąłem usta z jej szyją jeszcze raz, zanim poczułem, że jestem blisko orgazmu.
Jej ścianki zacisnęły się wokół mnie, przez co warknąłem.
-Zrób to jeszcze raz- błagałem, prawie żałośnie.
Powtórzyła to, a ja złączyłem nasze usta, włączając do działania język.
-Jestem tak blisko kochanie- wyszeptałem w jej usta.
-Ja też- powiedziała i ścisnęła moje palce.
Przełknąłem ślinę, a mój żołądek się zacisnął, zanim doszedłem, dokładnie w momencie, w którym zacisnęła wokół mnie swoje ścianki jeszcze raz, wydając z siebie najgorętszy jęk, jaki słyszałem.
Wyszedłem z niej i zwinąłem się na miejscu obok niej. Zdjąłem kondoma i naciągnąłem na siebie spodnie, po czym wstałem, żeby go wyrzucić.
Nie mogę uwierzyć w to, co właśnie zrobiłem. Uśmiechnąłem się lekko i odwróciłem do Jackie. Podszedłem do jej strony łóżka i usiadłem.
-Wszystko okay, kochanie?- wyszeptałem.
Skinęła głową i uśmiechnęła się, sprawiając, że moje wnętrzności zatrzepały.
-Taaa... Tylko trochę... Boli.
-Cóż, wezmę prysznic.
Zamknęła oczy i owinęła koc wokół swojego szczupłego ciała, po czym odwróciła się w drugą stronę. Wstałem i poszedłem do łazienki. Zamknąłem drzwi i zdjąłem spodnie, po czym spojrzałem na siebie w lustrze.
Pozwoliłem sobie spojrzeć na mój brzuch i grube uda, które w całości pokryte były bliznami. Walczyłem ze zdjęciem bransoletek, po czym spojrzałem na nadgarstki. Po dziesięć cięć na każdej ręce. Przełknąłem ślinę, po czym przebiegłem po nich paznokciami, otwierając kilka ran.
Przygryzłem wnętrze policzka i wszedłem pod prysznic, włączając gorącą wodę.
Powtarzałem to działanie w kółko i w kółko. Wiedziałem, że prawdopodobnie mogę robić tylko to, ponieważ ona zdecydowanie niedługo wróci do Louisa, bo nie jestem wystarczająco dobry dla niej.
Wyłączyłem wodę i owinąłem ręcznik wokół talii, po czym kolejnym osuszyłem włosy.
Kiedy wyszedłem było coś po drugiej. Byłem śpiący.
-Nie zamierzasz uh... Wyprać prześcieradła?- zapytała, więc uniosłem głowę, aby zobaczyć ją, siedzącą w staniku.
W ręce trzymała telefon.
-Jutro- powiedziałem drapiąc się po głowie.
Jej oczy się rozszerzyły, a ja zdałem sobie sprawę, że zobaczyła cięcia, choć mówiłem jej, że już tego nie robię.
Położyła telefon na stoliku, po czym znów położyła się na łóżku. Byłem wdzięczny za to, że nie otworzyła tematu samookaleczenia.
Ubrałem się szybko, po czym rzuciłem jej bluzkę. Zdjęła biustonosz po tym, jak ją ubrała i wyciągnęła go przez rękaw.
-Boże, jak to zrobiłaś?- zapytałem, śmiejąc się i jednoczenie wskoczyłem do łóżka.
Uśmiechnęła się i zachichotała. Wyłączyłem światło i wpatrywałem się w ciemny sufit przez kolejne kilkadziesiąt sekund. W końcu odwróciłem się do niej i przerzuciłem ramię wokół jej tali, po czym przyciągnąłem ją do siebie.
Oparła głowę na mojej klatce piersiowej i byłem pewny, że słyszy szybkie bicie mojego serca.
-Jackie?
-Hm?
Kocham cię.
-Dobranoc.
-Dobranoc Harry.


___________________________________



*Louis*

-Więc kogo zamierzasz dzisiaj pieprzyć? Stawiam na Lindsay!- powiedział Kurt zaraz po moim wejściu do szatni.
Nie miałem ochoty na seks z kimkolwiek tego wieczoru. Wszystko, czego chciałem to wrócić do domu i zwalić sobie, myśląc o Jackie.
-Nikogo- wymamrotałem, po czym zdjąłem koszulkę przez głowę.
-Chyba nie jesteś poważny z tym popieprzonym związkiem z Jackie?
Moje serce zaczęło bić szybciej na te słowa. Stracę kontrolę, jeśli będzie sobie robił z niej żarty.
-Zamknij się- warknąłem. Niech on to w końcu załapie.
-Przecież ona nigdy nie będzie chciała się z tobą pieprzyć. Przysięgam jest jak zakonnica, czy coś. Dawaj stary, nie dowie się. Jeden mały skok w bok nikogo nie zrani, mam rację?
Przekręciłem oczami i powiedziałem:
-Jasne stary, masz rację.
Oczywiście nie zrobiłbym tego. Chciałem być dla niej dobrym chłopakiem, chciałem, żeby czuła, że na nią zasługuję. Pieprzyć co on sobie pomyśli. Kocham ją i nikt tego nie zmieni.
Impreza była w domu Jasona. Był pełen, kiedy dotarliśmy na miejsce. Przygryzłem wargę wysiadając z auta i spojrzałem na godzinę w telefonie.
22:12
Jeśli będę miał szczęście, uda mi się uciec około 23.
-Znajdźmy dla ciebie jakąś kotkę, kolego- powiedział Kurt klepiąc mnie po plecach.
-Nie mam na to ochoty- wymamrotałem, ale nie odpowiedział, co oznaczało, że nie usłyszał, albo zdecydował się to olać.
Zarzucił rękę wokół moich ramion i popchnął mnie do środka. Wszyscy witali się ze mną i krzyczeli na mój widok. Wymusiłem uśmiech i udawałem szczęśliwego przez naszą wygraną.
Skoro wygraliśmy, dlaczego czuję jakbym przegrał coś ważniejszego?
-Piwa? Wódki? Whiskey?- oferował Kurt, kiedy opierałem się o ścianę w salonie, patrząc na tańczących i pijących ludzi.
-Piwo- mruknąłem wzruszając oczami.
Zniknął w kuchni, a ja od razu wyciągnąłem telefon.

Do: JV <3
Wysłano: 22:15
Wszystko ok?

Przygryzłem wargę i zablokowałem telefon, po czym włożyłem go do tylnej kieszeni spodni. Przebiegłem dłonią przez włosy i rozejrzałem się. Zobaczyłem Liama w rogu, patrzył na telefon.
Podszedłem do niego przez zatłoczony pokój.
-Cześć- powiedziałem kładąc dłoń na jego ramieniu.
Spojrzał na mnie, zaskoczony. Uspokoił się widząc, że to tylko ja.
-O, hej Lou.
Uszczypnąłem się w nos, kiedy nazwał mnie tym zdrobnieniem. Wiem, że to żałosne, ale tylko Jackie mogła to robić.
-Co robisz?
Spojrzałem na wyświetlacz jego telefonu, żeby zobaczyć, że pisze do Rhya. Zarumienił się i zablokował go.
-Ty też nie masz ochoty na bycie tutaj?- zauważyłem.
-Ty też?
Wzruszyłem ramionami i skinąłem głową.
-Kurt działa mi na nerwy. Myśli, że będę się dzisiaj z kimś pieprzył.
-Kochasz ją- powiedział.
-Nie kurwa- mruknąłem sarkastycznie. Uśmiechnął się i spojrzał w dół, po czym znów na mnie.
-Gdzie Harry?- zapytał rozglądając się. Wiedziałem, że jest chory, dlatego nie grał, ale zawsze przychodził na imprezy.
-W domu. Nie czuł się zbyt dobrze.
Przygryzłem wargę.
-Hey, chcesz się stąd urwać?- zapytałem.
Zachichotał.
-Lou jestem zaszczycony, ale...
-Nie bądź kutasem.
-Taa, chodźmy- powiedział. -Ale najpierw muszę się upewnić, że Niall nie zsikał się w basenie. Znowu.
Skinąłem głową i powiedziałem, że poczekam na dworze. Kiedy tylko odwróciłem się do wyjścia, Kurt zjawił się naprzeciwko mnie, blokując mi drogę.
-Chyba nie wychodzisz?- zapytał, podając mi puszkę piwa.
-Właściwie to tak. Ta impreza jest kiepska.
Przekręcił oczami.
-Koleś, ta krowa zrobiła ci pranie mózgu. Spójrz na siebie!
Ścisnąłem mocno puszkę, żeby przypadkiem nie uderzyć go w twarz.
-Mam dla ciebie rozrywkę- rzucił mi uśmieszek, patrząc ponad moim ramieniem.
Poczułem zapach drogich perfum, zanim uśmiechnięta Lindsay pojawiła się pod moim ramieniem. Była zalana.
-Hejjj Louuuuu.
Przekręciłem oczami i odepchnąłem ją.
-Cóż, zostawię was samych. Wiecie gdzie jest sypialnia, całkiem nieźle prawda Louis?
Po tych słowach odszedł.
Lindsay zamruczała i owinęła ręce wokół mojej szyi.
-Jesteś takim idiotą, Louis.
Delikatnie odsunąłem od siebie jej ręce i chciałem odejść, ale pochyliła się, próbując mnie pocałować, ale się odchyliłem.
-Boże, nie chcę cię pieprzyć- powiedziałem.
-Ale ostatnim razem było nam naprawdę dobrze, prawda Lou?
-Przestać mnie tak nazywać do kurwy- warknąłem i uwolniłem się od niej.
Wydęła wargi.
-Jasne, leć pieprzyć tę grubą krowę Jackie. Jesteś jedynym, który kiedykolwiek by ją zechciał.
Zacisnąłem pięści i oblizałem usta.
-Masz, potrzymaj.
Spojrzała na mnie zmieszana, ale zwyczajnie wcisnąłem jej butelkę do ręki i odszedłem.
Kierując się na dwór, sprawdziłem telefon, ale nie dostałem żadnej wiadomości od Jackie. Spróbowałem do niej zadzwonić, ale nie odebrała.
Prawdopodobnie spała, ale wiedziałem, że zazwyczaj nie zasypia szybko.
-Nie mogę znaleźć Nialla- powiedział Liam pojawiając się obok mnie.
-Pewnie znalazł sobie jakiegoś ptaszka.
-Powinien w końcu się ustatkować- wymamrotał- Może złapać STD [1] czy coś.
Zaśmiałem się i ruszyłem za nim do auta.
-Jedziesz do Rhyi?
Skinął głową i otworzył auto.
-Mogę z tobą? Może rozmawiała z Jackie.
-Co się stało?
-Nie odpowiada na telefony, a ja chciałbym spędzić z nią noc.
-Oh, okay. Mam na myśli, taaa, spoko.
Wsiadłem do samochodu i włączyłem radio. Skupiłem się na drodze przede mną, zatapiając się w myślach. Co, jeśli coś jej się stało? Nie zapytałem jej z kim wraca do domu.
Spojrzałem na Liama, kiedy usłyszałem, że muzyka przestała grać.
-Co?- zapytałem widząc, że patrzy na mnie w lusterku.
-Ty nie... No wiesz, z Jackie?
Zmarszczyłem brwi.
-Nie, czemu pytasz?
Wzruszył ramionami.
-Po prostu się zastanawiam.
-Zastanawiasz się nad czym?
-Niczym.
-Zastanawiasz się, czy jestem z nią dla seksu?
-Louis...
-Nie, Liam. Poważnie, powiedz mi. Uważasz, że wszystko co robię to seks?
-Nie, ja tylko...
-Nieważne.
-Zjedź na bok- powiedziałem czując jak moje serce przyspiesza.
-Louis, no weź...
-Nie Liam. Zjedź. Na bok.
-Ja tyl...
-Jeśli nie zjedziesz na bok w tym momencie, przysięgam, że wyskoczę. Przysięgam.
Westchnął i wreszcie wykonał moje polecenie. Odpiąłem pas. Wiedziałem jak dotrzeć do domu. To było jakieś 5 minut drogi.
-Przepraszam. Nie chciałem cię zdenerwować- powiedział, a ja otworzyłem drzwi. Zacząłem iść i zapiąłem kurtkę.
Samochód Liama wreszcie ruszył. Zaczekałem aż zniknie, po czym wreszcie pozwoliłem łzom wypłynąć z moich oczu.
Oczywiście myślał, że wszystko, czego chcę to seks. To wszytko co robię: zwodzenie dziewczyn, a potem pozostawianie ich. Nienawidzę tego, że ludzie tak o mnie myślą. Może dlatego Jackie mi nie ufa.
Boże, płakanie jest takie gejowskie- pomyślałem wycierając oczy.
Patrzyłem na moje Vansy, idąc w ciemności. Byłem rozczarowany każdym: moją mamą, ponieważ nie pomogła mi, kiedy byłem kurewsko chory, moim tatą, przyjaciółmi i Jackie.
Moje serce było ciężkie w piersi, kiedy otwierałem drzwi do domu. Było ciemno, co oznaczało, że wszystko śpią.
Ból nie odszedł po tym, jak zdjąłem buty i kurtkę.
Poszedłem do kuchni, żeby napić się szklanki wody. Włączyłem światło i podszedłem do szafki. Moje oczy były mokre, kiedy spadły na uchwyt noża.
Przygryzłem wargę, patrząc na niego i wypuszczając łzy. Słyszałem o cięciu się, wszyscy o tym żartowali, kiedy byłem mały, ale słyszałem też, że to pomaga z bólem... Jedyny ból, który możesz właściwie kontrolować.
Moja dłoń znalazła się na trzonku noża, a ja pochyliłem się opierając ramie na blacie.
Wziąłem głęboki wdech, po czym przyłożyłem nóż do skóry. Przygryzłem wargę. Nie mogę tego zrobić. Nie mogę. Jestem taki głupi, nie mogę nawet się pociąć.
Odłożyłem nóż, a moje serce się zatrzymało, kiedy usłyszałem otwieranie drzwi.
Odwróciłem się, żeby zobaczyć Lottie zdejmującą buty.
-Lottie?- zapytałem, a ona podskoczyła zakrywając usta.
-Jezu Chryste, przestraszyłeś mnie Louis.
Położyła rękę na sercu.
-Gdzie byłaś?
-Nigdzie.
Podszedłem do niej.
-Charlotte.
Przekręciła oczami.
-Byłam u Josh'a.
-Josh Vega?
Skinęła głową.
-I... Jackie tam była?
Pokręciła głową.
-Nie wróciła do domu.
Moje serce zaczęło bić mocniej.
-Ona... Nie?
Wzruszyła ramionami.
-Nie wiem Louis, możemy po prostu nie rozmawiać o tym, że widziałeś mnie o tej porze?
-Jasne, tak. Jasne, idź spać. Kurwa.
Wyłączyłem światło w kuchni i zamknąłem drzwi frontowe, po czym poszedłem na górę. Przysięgam na Boga, jeśli coś jej się stało...
Przebrałem się z w spodnie od piżamy i położyłem na łóżku. Wierciłem się przez kilka minut, wciąż sprawdzając telefon. Miałem dwie wiadomości.

Od: LP
Otrzymano: 22:50
Słuchaj stary, przepraszam za to, co się stało. Serio.

To był tylko Liam. Miałem kolejną, w której napisał, że zapytał Rhya, a ona powiedziała, że Jackie wróciła do domu z Harrym.
Westchnąłem z ulgą i wstałem. Potrzebowałem papierosa.
Wszedłem na balkon i pochyliłem się nad poręczą, wkładając do ust szluga.
-Kurwa- mruknąłem, kiedy przez przypadek oparzyłem się zapalniczką.
Wtedy się zatrzymałem.
Faktycznie poczułem się dobrze, bo czułem ulgę. Płomień na mojej skórze sprawił, że poczułem się żywy, jakbym nigdy nie miał już być odrętwiały.
Wyrzuciłem papierosa na ziemię i zapaliłem zapalniczkę, po czym przyłożyłem do ramienia. Przygryzłem wargę, przyciskając płomień do skóry.
Syknąłem, ale poczułem się dobrze.
Wpatrywałem się w ciemność, robiąc okręgi na skórze i dotykając jej. Bolało. Przełknąłem ślinę i włączyłem zapalniczkę, aby zrobić to ponownie.
Kiedy ból odszedł, wróciłem do łóżka, wślizgując się w zdrętwienie.


______________________



*Harry*




Obudziłem się, czując ciepłe światło na policzku. Otworzyłem i przetarłem oczy.
Uśmiechnąłem się, przypominając sobie wydarzenia z ostatniej nocy, ale w środku poczułem też poczucie winy.
Odwróciłem się w jej stronę, a moje serce się zatrzymało. Nie było jej. Usiadłem podtrzymując się na dłoniach.
-Jackie?
Nic.
Zamknąłem oczy, nakazując sobie być cicho, po czym otworzyłem je, pozwalając opaść na klatkę piersiową. Oczywiście, że wyszła. Dlaczego miałaby zostać? Byłem tylko odskocznią od Louisa, to dla niej nic nie znaczyło.
Odsunąłem koc z nóg, patrząc na cięcia pokrywające całe udo. Boże, moje uda są tak okropnie grube. Pewnie była tym obrzydzona.
Pochyliłem się ponad łóżkiem i sięgnąłem do szafki nocnej. Przeszukiwałem ją, aż moje palce odnalazły metal.
Wyciągnąłem ostrze i bawiłem się nim przez chwilę. Moje serce było dosłownie złamane, kiedy myślałem o tym, że nigdy nie będę wystarczająco dobry dla nikogo. Nigdy.
Przyłożyłem ostrze do uda i narysowałem trzy linie nad tymi starymi. Patrzyłem jak krew spływa po mojej skórze na pościel. Cóż, i tak muszę ją wyprać.
Zrobiłem kolejne trzy rany, upewniając się, że każda jest coraz głębsza, ale nie tak bardzo. Po prostu idealnie.
Mój brzuch zaczął burczeć, a ja przełknąłem ślinę, wstając. Poszedłem do łazienki i wziąłem prysznic, zmywając krew. Założyłem parę luźnych spodni i bluzkę, po czym zdjąłem prześcieradło i wrzuciłem je do kosza na pranie w łazience.
Usiadłem na biurku, zakładając bransoletki. Potrząsnąłem głową, poprawiłem loki i wyszedłem z szopy.
Kuchnia pachniała jajecznicą z bekonem, przez co domyśliłem się, że Robin gotował śniadanie.
Mój żołądek był w węzłach, na myśl o zobaczeniu Robina. Nienawidzę faktu, że widuję go codziennie.
Moje mama siedziała przy stole w swoim biznesowym ubraniu, czytając gazetę i pijąc kawę.
-Gdzie idziesz mamo?- zapytałem.
-Oh, dzień dobry Harry! Jadę na biznesową wycieczkę na dwa dni. Myślałam, że ci wspominałam.
-Prawdopodobnie był zajęty pieprzeniem amerykańskich dziewczyn.
Moje głowa rzuciła się w kierunku Robina, który rzucił mi uśmieszek, pracując przy kuchence.
-Robin nie bądź niegrzeczny.
Moje serce przyspieszyło. Skąd wie?
-Kiedy wyjeżdżasz?
-Powinnam wychodzić koło...- spojrzała w dół na zegarek.- Teraz. Jasna cholera. Muszę iść. Do zobaczenia w poniedziałek.
Pocałowała Robina, po czym podeszła do mnie i uszczypnęła mój policzek.
-Gdzie Gemma?- zapytałem, kiedy ona zakładała obcasy.
-Uni.
Mój żołądek spadł. Zostanę sam z Robinem na cały weekend. Nic dobrego z tego wyjdzie. Wiem to.
-Oh, okay. Miłej podróży- powiedziałem, a ona wysłała mi buziaka, po czym wyszła.
Ruszyłem do drzwi, po czym odwróciłem się do Robina.
-Skąd wiesz?
Uśmiechnął się i odwrócił z czajnikiem w ręce. Cofnąłem się.
-Spotkałem ją w ogrodzie dziś rano. Rozmawiała przez telefon z... Rhya?
Przygryzłem wargę.
-Co jej zrobiłeś.- zapytałem, nawet jeśli zabrzmiałem bardziej jak stwierdzenie.
Wydął wargi.
-Awww Harry, myślisz, że kim jestem?
-Co jej zrobiłeś- powtórzyłem.
-Nic. Ale serio, ma niezłe nogi. Jesteś szczęściarzem, że możesz się z tym pieprzyć.
-TO ma imie- syknąłem, siadając na stole.
Krzyknąłem, czując coś gorącego na mojej dłoni. Moja ręka była oparzona, ponieważ wylał na nią gorący kubek herbaty.
-Trochę szacunku- wysyczał, uderzając dłonią w tył mojej.
Miałem czarno przed oczami. Kręciło mi się w głowie, kiedy wstałem. Chciałem i musiałem się od niego uwolnić.
-Odeszła, prawda?- zaśmiał się.- Dlaczego miałaby zostać? Mam na myśli, spójrz na siebie. Ty obrzydliwy chłopcze. Nie wiedziałem, że mógłbyś pieprzyć kogoś jak ona. A może po prostu jest cholernie głupia.
Zacisnąłem pięści i chwyciłem jabłko z kosza na owoce, starając się go ignorować.
-Odeszła, ha. Jesteś bezużyteczny, nikt cię nie pokocha, Harry.
Zacisnąłem oczy, wychodząc przez tylne drzwi i ruszyłem do szopy. Zatrzasnąłem drzwi i spadłem na pupę naprzeciw nich.
Schowałem twarz w kolanach, oddychając ciężko i próbując się uspokoić. Przygryzłem wargę i wziąłem głęboki wdech, stawiając jabłko na miejscu obok mnie, po czym wstałem i ruszyłem do łazienki. Złapałem maszynkę i dwie buteleczki tabletek. Wróciłem do drzwi, zamknąłem je, po czym zasunąłem rolety i usiadłem przy drzwiach z butelką wody.
Podciągnąłem rękawy bluzki i zdjąłem bransoletki, odrzucając je na miejsce obok mnie.
Moje serce było odrętwiałe, już nigdy go nie poczuję.
To było dla mnie zbyt wiele.
Jesteś bezużyteczny.
Ona nigdy cię nie pokocha.
Obrzydliwy chłopcze.
Spójrz na siebie.
Bezużyteczny.
Gruby.
Ciąłem skórę z każdym pojedynczym słowem, które przepłynęło przez moją głowę. Dlaczego nie mogę być dla kogoś wystarczający? Dlaczego nie jestem tym, czego wszyscy chcą? Dlaczego nie mogę być po prostu... Wartościowy?
Byłem taki żałosny. Spieprzyłem. Jackie mnie nienawidzi, Julie mnie zostawiła, Louis będzie mną gardził, Robin jest mną zdegustowany, Mackenzie mnie zostawi, więc...
Przełknąłem ślinę i przeciągnąłem ostrzem po skórze głębiej niż zazwyczaj. Mnóstwo krwi wypłynęło i zaczęło spływać na moje spodnie.
Patrzyłem na butelkę tabletek. Zawsze brałem tylko jedną, ponieważ to niebezpieczne brać więcej.
-Chcę to tylko skończyć- wymamrotałem, a mój głos się łamał.
Zdjąłem moje Conversy, otwierając buteleczkę. Moje palce się trzęsły.
To nie było tak, że myślałem o tym pierwszy raz. Zawsze się zastanawiałem co jeśli.
Opróżniłem buteleczkę z tabletek nasennych. Mama dała mi je kilka dni temu, kiedy nie mogłem spać w nocy, ponieważ obawiałem się o mecz, co było niedorzeczne, skoro nawet nie grałem.
Moje loki rozpraszały mnie, kiedy patrzyłem na ilość tabletek na mojej dłoni.
Jeden. Dwa. Trzy. Cztery. Pięć. Sześć. Siedem. Osiem. Dziewięć. Dziesięć. Jedenaście, Dwanaście. Trzynaście. Czternaście. Piętnaście. Szesnaście. Siedemnaście. Osiemnaście. Dziewiętnaście. Dwadzieścia. Dwadzieścia jeden. Dwadzieścia dwa. Dwadzieścia trzy. Dwadzieścia cztery tabletki nasenne.
Policzyłem też tabletki na ekstazę [2]. Trzydzieści pięć.
Położyłem je przed sobą, układając w linii, zastanawiając się nad tym, co chce zrobić. Czy to jest tego warte?
Może to było głupie, albo żałosne. Albo oba.
Myślałem o tym, za czym będę tęsknił.
Będę tęsknił za zabawnymi historiami Louisa, akcentem Nialla, śmiechem Zayna... Poważną miną Liama i na pewno za oczami Jackie, jej zapachem i uśmiechem.
Przełknąłem ślinę i sięgnąłem po telefon, aby napisać wiadomość do Louisa.

Do: Louis
Wysłano: 23:11
Przepraszam, że spieprzyłem. Naprawię to.


Jeśli się teraz zabiję, wiem, że to zajmie bardzo długo aż mnie znajdą.
Odłożyłem telefon, a wszystkie słowa, które usłyszałem od Robina i Julie powróciły. Nie mogłem ich zatrzymać.
Spojrzałem na tabletki. Mogę.
Położyłem jedną, małą tabletkę na moim języku, po czym popiłem wodą. Potem kolejna, następna i jeszcze jedna.
Patrzyłem jak jest ich coraz mniej.
Zacząłem czuć się sennie i miałem zawroty głowy, kiedy zostało tylko pięć.
Dalej Harry, zrób coś wreszcie dobrze. Skończ to. Zrób coś dobrze choć raz w swoim życiu.
Złapałem wszystkie na raz i przełknąłem, kończąc wodę.
Odwróciłem się i odblokowałem drzwi trzęsącymi rękami, po czym znów chwyciłem ostrze. Dlaczego jeszcze nie umarłem? Nawet nie umiem się zabić. Jestem taki bezużyteczny.
I wtedy pociągnąłem ostrzem.


*Louis*



Wysiadłem z samochodu i podszedłem do drzwi domu Jackie. Zadzwoniłem dzwonkiem jednocześnie sprawdzając godzinę. 23:10.
Jej tata otworzył drzwi i uśmiechnął się na mój widok.
-Louis! Cześć!
-Dzień dobry panie Vega. Mogę wejść? Przyszedłem zobaczyć się z Jackie.
-Oh, jasne, wchodź. Właśnie przyszła od Rhyi.
Zmarszczyłem brwi. Co?
Zdecydowałem się zignorować jego słowa, idąc na górę. Wychodziła właśnie z łazienki. Miała mokre włosy. Miała na sobie spodnie i biały tank top.
-Hej kochanie.
-Uh, hej- powiedziała, a ja od razu wiedziałem, że coś jest nie tak.
Mój telefon zawibrował w kieszeni, więc go wyciągnąłem.

Od: HS
Dostarczono: 23:11
Przepraszam, że spieprzyłem. Naprawię to.


Moje brwi uniosły się, kiedy czytałem wiadomość. Zdecydowałem się to zignorować i skupić uwagę na Jackie.
-Martwiłem się o ciebie aniele- powiedziałem podchodząc do niej i ujmując jej twarz. -Co się stało?
Spojrzała na mnie, po czym znów na podłogę.
-Gdzie byłaś? Dzwoniłem wczoraj...
-Byłam...
Moje oczy rzuciły się na coś na jej szyi, a cały mój świat się zawalił. Było małe, ale widoczne i przejrzyste. Mały, fioletowy znak pozostawiony na jej skórze.
-C-co to jest?
Spojrzała na to, co pokazywałem.
-Louis, ja...
-Kto ci to zrobił?
Przygryzła wargę.
-KTO CI TO ZROBIŁ?- zapytałem czując, jak tracę panowanie. Wtedy mnie oświeciło.
-To był pieprzony Harry, prawda?
Powoli skinęła głową.
-Dotykał cię? Próbował czegoś?
-Louis on-on, on... My tylko... Uprawialiśmy seks.
Mój świat się zakręcił, a ja poczułem się odrętwiały.
-Zabrał twoje dziewictwo- stwierdziłem tępo.
-Louis...
-To dlatego, że nie jestem wystarczająco dobry? Bo mi nie ufasz? Chciałaś, żebym się zmienił? Cholera, zmienię, jeśli chcesz.
-Ale... Pieprzyłeś się z dziewczyną na imprezie... Powiedziałeś Kurtowi...
Zmarszczyłem brwi.
-CO? Całą pieprzoną noc, chorobliwie się o ciebie bałem, ponieważ nie mogłem do ciebie dotrzeć, a ty byłaś w pieprzonym łóżku Harry'ego! Nie dotknąłem ani jednej dziewczyny, Jackie!
-Tak bardzo przepraszam. Proszę...
-Nie. Przykro mi, ale to po prostu...
Nie chciałem jej stracić. Boże, to było moje całe cierpienie. Przycisnąłem paznokcie do skóry, aby poczuć ból.
-Przysięgam to jest.... Nie. Przepraszam. To koniec. Jesteśmy... Kurwa. Z nami koniec Jackie, na dobre. Ja naprawdę, naprawdę kurewsko nie chcę cię widzieć nigdy więcej, cholera. Idę tam. Kurwa- wymamrotałem, a moje serce łamało się na kłamstwa, które wypowiedziałem.
-Louis- powiedziała, a łzy spływały w dół jej policzków.
-Po prostu się kurwa zamknij.
Wziąłem głęboki wdech.
-Ja- ja kochałem cię Jackie. Cholernie cię kochałem.
Wciąż cię kocham.
Odwróciłem się i wybiegłem z pokoju, prawie spadając ze schodów, chcąc dostać się do drzwi. Słyszałem jej kroki za mną.
-Gdzie idziesz?- krzyknęła, kiedy przechodziłem przez ulicę do szopy Harry'ego.
-Zamierzam nauczyć tego skurwiela lekcji.
-Louis, czekaj.
Udało jej się złapać moją rękę.
-Louis. Kocham cię.
Zatrzymałem się gwałtownie i odwróciłem.
-Nie, Nie możesz po prostu tego powiedzieć! NIE! Nie! Potrzebuję zrobić cholerne gówno z tego odrażającego idioty!- powiedziałem, odsuwając się i kontynuując drogę do jego szopy. Moje serce jednak biło szybciej na jej słowa, błagając, aby były szczere.
-Co mu zrobisz, Louis?
-Sprawię, że będzie błagał o śmierć.
Jej oczy się rozszerzyły, kiedy mknąłem przez trawnik do jego drzwi. Pchnąłem drzwi, ale się nie poruszyły.
-Harry, skurwielu otwórz te pieprzone drzwi!- krzyknąłem i pchnąłem je ponownie. Otworzyły się trochę, więc powtórzyłem ruch, na wpół je otwierając. Widziałem kawałek białego Conversa i od razu wiedziałem, że Harry albo śpi, albo bierze prysznic.
Przeszedłem przez szparę.
-HARRY TY PIE...
I wtedy opadłem na kolana, pogrążając się w łzach.


[1] STD- choroby przenoszone drogą płciową.
[2]Tabletki na Ekstazę- narkotyki.


xx


piątek, 15 stycznia 2016

Rozdział 16

*Jackie*


-Kocham cię, Jackie.
Moje usta uchyliły się z zaskoczenia. Czy on właśnie...?
Byłam oniemiała. Nikt nigdy nie wypowiedział do mnie tych słów, dosłownie nikt. Nawet moi rodzice.

Przejechał kciukiem po moich ustach i uśmiechnął się.
-Nie musisz odpowiadać. Chciałem po prostu, żebyś wiedziała, to wszystko. Naprawdę cię kocham, ale nie potrzebuję, żebyś odpowiedziała w tej chwili.
Moje serce fruwało. Pocałowałam jego dłoń, po czym on obrócił mnie i przycisną do swojej klatki piersiowej. Przycisnął usta do mojego ucha i złożył na nim krótki pocałunek, nic nie mówiąc.
Zamknęłam oczy, ale nie zasnęłam.
Louis jest tak trudny do zrozumienia. W jednej chwili policzkuje mnie w szkole, a w następnej staje w mojej obronie. Zabiera mnie do Londynu, a potem mówi, że jesteśmy... Potem mówi, że mnie kocha.
A ja za każdym razem mu wybaczam.
Jego klatka piersiowa łagodnie unosiła się i opadała przy moich plecach. Jego oddech był ciepły i spokojny na moim karku. Złapałam jego dłoń, która była przewieszona przez moje biodra i splotłam nasze palce.
Czułam, jak delikatnie zaciskają się na moich.
Nieważne jak mnie ranił, wiedziałam, że byłam zbyt słaba, by trzymać się od niego z daleka i nienawidziłam tego.


________



Była sobota i byłam szczęśliwa, że nie idę do szkoły przez kolejne dwa dni.
Siedziałam w moim pokoju na Facebooku, sprawdzając moją stronę główną. Była prawie dwunasta, a ja czekałam na Louisa, który obiecał nauczyć mnie jeździć na desce.
Szczerze mówiąc, nie byłam wielkim fanem jazdy na desce, ale jeśli to oznaczało spędzanie z nim czasu, to dlaczego nie do cholery?
Ubrałam się zgodnie z pogodą... Cóż, właściwie to nie. Ubrałam szorty i tank top. Nie miałam zamiaru ubrać płaszcza, więc będę miała pretekst, że jest mi zimno, kiedy będę znudzona jazdą na desce.
A potem Louis zabierze mnie do swojego domu i siedzielibyśmy w cieple jego pokoju.




Louis wysłał mi wiadomość, że jest na dworze i jest gotowy, by iść. Zbiegłam na dół po schodach i upewniłam się, że nikt nie usłyszy mnie, jak wychodzę. Już miałam przywitać się z Louisem, kiedy nagle się zatrzymałam. Był obok garażu, rozmawiając z moim ojcem.
Cholera.
Miał deskę pod prawą pachą i był ubrany w dżinsy, Vansy i dżinsową kurtkę.
Mój ojciec zauważył mnie i pomachał do mnie. Złapałam błagalne spojrzenie Louisa, który starał się zachować spokój, kiedy ja powoli do nich zmierzałam. Mój tata był w trakcie naprawiania samochodu.
-Uh...?- zaczęłam, próbując wyglądać nieświadomie.
-Louis właśnie powiedział mi, że przyszedł po ciebie.
Spojrzałam na Louisa szeroko otwartymi oczami.
-Więc, gdzie zabierasz moją córkę?- kontynuował tata, patrząc na swój samochód.
-Uh... Zabieram ją... Uh... Na lody.
-Lody, huh?- powtórzył tata i spojrzał na Louisa zmrożonymi oczami. Robi to zawsze, gdy jest sceptyczny.
-Tak, proszę pana- powiedział pewnie Louis.
-I jakiego rodzaju lody zamierzasz kupić... Pod koniec stycznia?
-Uh... Ciepłe lody.
Uderzyłam się w twarz, co sprawiło, że mój ojciec na mnie spojrzał. Przejechał wzrokiem przez moje ubranie.
-To jest to, co ubierasz w styczniu?
Louis odwrócił do mnie głowę i przygryzł wargę, po czym znów spojrzał na ojca.
-Więc możemy już iść?- zapytałam, patrząc na moje buty, zauważając, jak interesujące są.
-Taa uh, ta- powiedział Louis. -Miłego dnia, proszę pana.
Przygryzłam wargę, niemal śmiejąc się z poważnej postawy Louisa i obawy w jego oczach. Uścisnął dłoń mojego taty i skinął głową, po czym zwrócił się w moją stronę i zarzucił ramię wokół mnie.
Gdy szliśmy do samochodu, schylił się i wyszeptał:
-To był najstraszniejszy moment w moim życiu.
-Dlaczego?- zapytałam śmiejąc się.
Wskazał na park, do którego zazwyczaj chodziliśmy. Miał długą ścieżkę, prowadzącą do lasu.
-Nieważne- wymamrotał, odkładając deskę na ziemi.
-Powiedz mi.
-Jakie to ma znaczenie?
-Dobrze. Jeśli mi nie powiesz, to w porządku. Dobrze.
Spadłam na tyłek i oplotłam rękami nogi, przyciskając je do klatki piersiowej.
-Poważnie?- zapytał, wywracając oczami.
Uniosłam brwi i wydęłam wargi w uśmieszku.
-W porządku, powiem ci. Ale obiecaj, że nie będziesz się ze mnie śmiała.
Skinęłam głową, a on usiadł naprzeciwko mnie, naśladując moją siedzącą pozycję. Uśmiechnęłam się i spojrzałam na niego pytająco, czekając na jego odpowiedź.
Ułożył dłonie na swoich kolanach i spojrzał w dół, jakby się wstydził.
-Cóż...Uh.. Bałem się... No wiesz... Że może on pomyśli, że nie jestem wystarczająco dobry dla ciebie i uh... Taa.
Umieściłam moje dłonie na jego i uśmiechnęłam się.
-Naprawdę? Nie ma nikogo, kto sprawiłby, że tak bym pomyślała.
Uśmiechnął się i splótł nasze palce, po czym pochylił się i pocałował mnie. Odpowiedziałam na pocałunek, ale on odsunął się, więc wydęłam wargi. Nacisnął na nią palcem i wstał.
-Chodź, nauczę cię jeździć na desce. Przysięgam, pokochasz to.
Wstałam i wytrzepałam tyłek. To właściwie fajne: wiedzieć, jak się jeździ na desce... Szczególnie w lecie.
Zauważyłam, że Louis, kiedy jeździ wygląda naprawdę... Gorąco.
Dwie godziny później, słońce zachodziło za chmurami, które zwiastowały burzę. Louis wiedział, że jej nie lubię, więc ostatecznie zaproponował powrót.
-Nie, jeszcze raz!- jęknęłam. Zjeżdżałam w dół chodnika, kiedy Louis mnie złapał. Głupie, wiem.
Wywrócił oczami i westchnął dramatycznie. Przysięgam, był królową dramatu.
-Dobrze.
Podparł ręce na biodrach, czekając aż pokonam dwadzieścia metrów pomiędzy nami. Rzeczywiście to robiłam, zanim złapał moje ramiona i przyciągnął mnie, więc mogłam wylądować na nim. Uśmiechnął się, zdając sobie sprawę z naszej pozycji. Siedziałam okrakiem na jego kroczu.
Podparł się na dłoniach, siadając.
-Lubię tę pozycję.
Zarumieniłam się i spróbowałam z niego wstać, ale mi nie pozwolił. Złapał moje biodra, po czym pochylił się, żeby mnie pocałować. Zamknęłam oczy i delikatnie ułożyłam dłonie na jego klatce piersiowej, czując, jak unosi się i opada.
Ułożył dłonie na moich udach i potarł nagą skórę, używając przy tym paznokci. Jęknęłam cicho w jego usta, na co zachichotał.
-Uwielbiam ten dźwięk.
Przycisnął pocałunek do mojej szyi i pociągnął za końce moich szortów.
-Nie jest na nie za zimno?
-Taaa, cokolwiek. Powiedziałeś ciepłe lody.
-Właściwie to było naprawdę mądre.
-Um, nie, nie było- zaśmiałam się, a on złapał moje biodra i podniósł mnie. Złapał mój nos pomiędzy palcami, po czym uśmiechnął się.
-Do ciebie, czy do mnie?
To zabrzmiało tak... Niegrzecznie.
-Obojętnie- wzruszyłam ramionami- Do mnie.
Zdjął swoją kurtkę i rozłożył, więc mogłam ją założyć. Odwróciłam się i włożyłam ręce w rękawy, po czym chłopak przytulił mnie od tyłu i zapiął ją. Zakrywała moje palce oraz połowę szortów.
Poczułam się trochę jak on, zarzucający prawą rękę wokół moich ramion i trzymający deskę w drugiej.
Prawie dotarliśmy do mojego domu, kiedy się zatrzymałam.
-Czekaj. Co, jeśli Lindsay zobaczy cię ze mną?
Zmarszczył brwi i spojrzał na mnie.
-Pieprzyć to.
Kąciki moich ust rozszerzyły się w uśmiechu, kiedy ruszyliśmy drogą i wreszcie dotarliśmy do domu. Otworzyłam drzwi i powiedziałam Louisowi, że muszę dać znać tacie, że już jestem w domu, zanim pójdę na górę. Skinął głową i ruszył po schodach, zostawiając mnie na korytarzu.
Przeszłam przez salon i znalazłam go z Helen w kuchni. Gotowała coś, a on robił coś w laptopie. Spojrzał na mnie, kiedy zabrałam paczkę żelków Haribo z szafki.
-Oh, hej.
Helen uśmiechnęła się do mnie, więc oddałam jej uśmiech.
-Gdzie Louis?- zapytał tata, patrząc na moją kurtkę.
-Na górze.
-Louis- zapytała Helen.- Louis Tomlinson?
Mój tata skinął głową.
-Jackie się z nim umawia.
Jej usta ułożyły się w wyraz zdziwienia.
-Co? O mój Boże! To świetnie!
Czułam się niekomfortowo, więc złapałam butelkę wody i odwróciłam się do wyjścia.
-Obiad będzie gotowy za pół godziny i on jest zaproszony, żeby do nas dołączyć!- powiedziała Helen.
-I ZOSTAW DRZWI OTWARTE- dodał tata, a ja przekręciłam oczami. Starał się zagrać prawdziwego tatę, którego cokolwiek obchodzi.
Przeszłam przez korytarz i weszłam po schodach. Szłam do swojego pokoju, kiedy Lindsay i Mackenzie wyszły z pokoju mojej kuzynki. Wygląda na to, że gdzieś wychodzą.
-Oh, spójrz kto to.
Skuliłam się. Boże, tylko nie w moim domu. Proszę.
Mackenzie zrobiła krok do przodu i spojrzała na to, co mam w ręce.
-Zamierzamy zapełnić nasze grube usta kaloriami, hm?- zapytała, a ja zaczęłam czuć się niepewnie po raz kolejny. Kończyłam całe te zaburzenia odżywiania i cięcie się, ale to mi się wymykało... Ponownie.
-Nie- odpowiedziałam, patrząc na moje buty.
-A kogo to kurtka? Boże, nikt cię nie chce, jesteś taka żałosna, ubierając kurtkę ojca. To nawet nie wygląda na tobie dobrze.
Patrzyłam pomiędzy Mackenzie i Lindsay, jak Louis cicho wyszedł z mojego pokoju. Zatrzymał się i spojrzał na mnie, a później na Mackenzie.
-Kto cię w ogóle zechce? Może jeśli pozbędziesz się kilku kilogramów.
Wiedziałam, że nie zamierzam nic więcej dziś zjeść.
-Idziesz?
Obie odwróciły się zaskoczone i zauważyły Louisa idącego w naszą stronę. Moje oczy się rozszerzyły, kiedy przeszedł pomiędzy nimi i staną obok mnie, zarzucając rękę wokół moich ramion.
Obie patrzyły na niego w szoku, kiedy on szeroko się uśmiechną.
-Cześć Kenzie, Lindsay.
Były oniemiałe, mrugając kilka razy. Louis schylił się i wyszeptał wystarczająco głośno, aby one to usłyszały:
-Wyglądasz cudownie w mojej kurtce, kochanie. Chodźmy do pokoju i dokończmy to, co zaczęliśmy.
Przygryzłam wargę, aby się nie uśmiechnąć. Skinęłam głową, próbując wyglądać poważnie, a Louis zabrał paczkę Haribo z mojej dłoni, aby złączyć razem nasze palce.
-Oh i Mackenzie, jesteś pieprznięta czy zapomniałaś, że trzeba zmieniać rozszerzenia co roku?
Zaśmiałam się, ale szybko spoważniałam. Nie mogłam uwierzyć Louisowi.
-Kocham twój śmiech Aniele- powiedział i zaczął iść razem ze mną do mojego pokoju. Czasami był taki pyskaty...
-Wiesz, że teraz prawdopodobnie piszą o tym w swoim statusie na Facebooku, prawda?
-Co, bez podziękowania?- wydął wargi, a ja się uśmiechnęłam.
-Dziękuję.
Uśmiechnął się, ale wiedziałam, że to było udawane. Myślał o tym, co się stanie w poniedziałek, kiedy cała szkoła będzie o tym wiedzieć. Czułam się tak zawstydzona sobą... Nie czuł się komfortowo z tym że ludzie o nas wiedzą, może dlatego, że nie zasługiwałam na niego. Poczułam nagłą potrzebę płaczu i sięgnięcia po żyletkę, ale starałam się utrzymać spokój. Rzuciłam się na łóżko obok Louisa, żeby obejrzeć film na moim laptopie.
W końcu Louis poszedł do łazienki, wiec zatrzymałam film, szybko wyciągając mój telefon.

Do: Perrie
Wysłano: 13:42

Mackenzie i Lindsay wiedzą o nas.
(Ps. nie wiedzą o nas, zabawiających się.)

Od: Perrie
Otrzymane: 13:43

Jak?

Do: Perrie
Wysłano: 13:43

Długa historia... Ale nie chcę, żeby wiedziały. Prawdopodobnie to rozpowiedzą.

Od: Perrie
Otrzymane: 13:44

Zajmę się tym. Nie martw się kochanie x

Do: Perrie
Wysłano: 13:44

Jak? :O

Od: Perrie
Otrzymano: 13:34

Szantaż. Powiem ci później.

Do: Perrie
Wysłane: 13:45

Dziękuję. Kocham cię.

Odpowiedziała mi tym samym, a ja zaczęłam myśleć o słowach Louisa, które wciąż chodził mi po głowie.
"Kocham cię, Jackie".
Ja też go kocham i okażę mu to... Później.
-Mam nadzieję, że nie piszesz z jakimś facetem.
Uniosłam głowę i zobaczyłam Louisa podchodzącego do mnie i opadającego na brzuch obok mnie-Tylko z Perrie.
-Oh, taa, co z nią i Zaynem?
Wzruszyłam ramionami.
-Powiedziała mi, że go lubi, ale tak naprawdę nie rozmawiają.
Przekręcił oczami i podniósł się na kolana, równocześnie zamykając laptopa. Pochylił się i pocałował mnie, ciągnąc za nogi tak, aby leżały płasko na łóżku. Wspiął się nade mną i usiadł na mnie okrakiem. Ujął moja twarz, a ja zdążyłam się jeszcze uśmiechnąć przed pocałunkiem.
Ułożyłam dłonie na jego biodrach, a on wsunął język do moich ust.
Poczułam motyle w brzuchu, gdy pogłębił pocałunek i pchnął mnie na plecy.
-Obiad gotowy!- usłyszeliśmy głos Helen. Louis jęknął i cmoknął mój policzek, zanim się odsunął.
-Jackie?- zaczął, wstając.
-Co? -zapytałam, również wstając z łóżka i przygryzłam wargę.
-Kocham cię.
Mój brzuch zrobił tysiąc tysięcy koziołków. Otworzyłam usta, aby mu odpowiedzieć tym samym, ale zostaliśmy ponownie zawołani.
Przez komentarz Mackenzie, tak naprawdę nie zjadłam zbyt wiele, ale nikt nie zwrócił na to uwagi. Mój tata wydawał się lubić Louisa, nawet jeśli miał 21 lat. Helen wypytywała o to, kiedy się zeszliśmy i naszą pierwszą randkę, a Louis nie wydawał się tym przejmować i co mnie zdziwiło, odpowiedział na wszystkie pytania bez namysłu. Nigdy nie pomyślałam, że zapamiętałby naszą randkę. To rzeczywiście był 29 grudnia.
Po obiedzie Louis powiedział, że musi iść, ponieważ jego matka napisała do niego podczas posiłku.
-Do zobaczenia w poniedziałek?- zapytał i przytulił mnie.
Skinęłam głową, a on pochylił się nad moim uchem, tak aby tata i Helen tego nie zauważyli.
-Kocham cię- wyszeptał.
Następnie pocałował mój policzek i odsunął się, mówiąc "do widzenia". Odwrócił się i wyszedł, a ja zamknęłam za nim drzwi i odwróciłam się, aby zobaczyć Helen i tatę patrzących na mnie z szerokimi uśmiechami.
-Nie mogę uwierzyć, że masz chłopaka- powiedział tata.
-Nie powinieneś być bardziej przeciwko temu?- zapytałam, ale Helen się mi wcięła.
-Powinnaś zapraszać go częściej.
Byłam zakłopotana, więc postanowiłam uciec, biegnąc na górę po schodach.

__________


Był poniedziałkowy ranek, dzień, w którym mieliśmy zacząć próby do sztuki i pocałunku z Harrym.
Szczerze mówiąc, trochę się bałam. Nie dlatego, że nie wiedziałam jak go całować, ale dlatego, że bałam się co powie Louis i inni.
Miałam nadzieję, że to nie sprawi, że między mną i Harrym będzie niezręcznie. To by wszystko zniszczyło. Nie byłam zachwycona grą Sandy w tej sztuce z dwóch przyczyn: nie lubiłam być w centrum uwagi i miałam nosić obcisły, skórzany kostium, który pokaże wszystkim, jak gruba jestem.
Siedziałam na krześle na widowni, oglądać jak Louis i jego koledzy robią próby. Perrie siedziała obok mnie, jedząc burito, które sprawiało, że mój brzuch burczał, ale musiałam być silna. Wszystkim, co jadłam dziennie, było jabłko i może okazjonalnie jogurt, który podają na lunch'u.
Miałam obsesję: nie mogłam zjeść więcej niż 300 kalorii na dzień.
-Więc jak to zrobiłaś, że Mackenzie trzyma usta zamknięte?- zapytałam.
Spojrzała na mnie, biorąc gryza.
-Zaszantażowałam ją- powiedziała z pełnymi ustami.
-To takie atrakcyjne.
Uniosłyśmy głowy, żeby zobaczyć Zayna, patrzącego na nas z jego miejsca na scenie. Perrie pokazała mu środkowy palec, a on mrugnął do niej, więc odpowiedziała mu, przekręcając oczami i przełknęła jedzenie.
-Co jej powiedziałaś?
-Nie mogę powiedzieć... Ale wszystko, co musisz wiedzieć, to to, że już więcej nie musisz się o nią martwić.
-Cóż... Dziękuję. Tak myślę.
-Vega!- zawołała nauczycielka, a ja wstałam, zabierając skrypt. Weszłam po schodach, a wszyscy, z wyjątkiem Harry'ego, odeszli.
Louis poszedł na widownię z resztą studentów i usiadł obok Perrie. Ponad 50 par oczu patrzyło na mnie i Harry'ego wsiadających do samochodu. To była scena, kiedy Sandy i Danny byli w samochodzie, a on dał jej pierścionek.
Mackenzie zabijała mnie wzrokiem.
Zamknęłam drzwi samochodu, a Harry zrobił to samo, po czym spojrzał na skrypt. Nasze kolana się stykały, ale nikt nie mógł tego zobaczyć.
Zaczął czytać swoje linijki, a ja przeczytałam swoje. Moje oczy padły na przypis na stronie:
Sandy i Danny całują się przez dziesięć sekund.
Moje serce zaczęło bić szybciej w oczekiwaniu. Harry powiedział swoją linijkę, a potem nastała cisza.
Zobaczyłam go pochylającego się do mnie.
Nasze usta się zetknęły i to był moment, w którym motyle zaczęły poruszać się w moim brzuchu. Jego usta były niesamowicie miękkie i smakowały jak truskawki.
Ujął moją twarz, rozpalając moją skórę. Jego język dotknął mojej wargi, a ja już miałam wpuścić go do moich ust, kiedy nauczyciel krzyknął, że minęło już 10 sekund.
Wysiadłam z samochodu i zatrzasnęłam drzwi, tak jak to miałam w skrypcie.
Scena na tym się zakończyła i pan Schwartz zaczął klaskać, mówiąc, że to było perfekcyjne.
-Cudowne!- powiedział inny nauczyciel, a ja przygryzłam wargę, patrząc przez tłum, aby znaleźć Louisa. Jego usta zaciśnięte były w cienką linię, a jego dłonie zaciśnięte w pięści.
Kilka minut później, po tym, jak chłopcy przećwiczyli kolejną scenę, zostaliśmy zwolnieni, ponieważ była pora lunchu. Wyszłam na stołówkę z Perrie. Opowiadała mi ,jak zazdrosny był Louis, kiedy całowałam się z Harrym.
Rozejrzałam się dookoła, żeby odnaleźć jego wzrok z jego stolika. Głowa Harry'ego była zwieszona, kiedy bawił się czymś na talerzu.
Uśmiechnęłam się do Louisa, a on uśmiechnął się do mnie z powrotem puszczając mi oczko. Nie ważne jak podobał mi się pocałunek z Harrym, kocham Louisa.

______

Jest 28 luty, co oznacza, że koncert Justina Biebera jest tego wieczoru.
Tego wieczoru.
TEGO WIECZORU.
Nic wielkiego nie wydarzyło się w ostatnim miesiącu. Louis zabrał mnie do cudownej restauracji na walentynki, Rhya i Liam spotykają się już publicznie i Kelsey zerwała z Joshem.
Oraz, jutro jest moja i Louisa dwumiesięcznica ( od tłumacza: czyli, są ze sobą od dwóch miesięcy, nie wiedziałam jak to fajnie ująć). Wiem, że to żałosne, że liczę każdy miesiąc, ale naprawdę mi na nim zależy.
Niecierpliwie czekałam aż Rhya wyjdzie z mojej łazienki, żebyśmy mogły wreszcie wyjść i odebrać Lottie. Perrie nie ma pojęcia, że Zayn przychodzi, ale już niedługo się dowie i... To nie będzie zbyt miłe.
Myślała, że weźmiemy taksówkę na koncert, ale właściwie Zayn nas podwozi.
Rhya wyszła z łazienki, wzięła głęboki wdech i powiedziała Perrie, żeby zrobiła nam zdjęcie, żeby uwiecznić ten magiczny moment.
Mój tata próbował wymienić całą listę zasad, wliczając fakt, że nie zamierza odbierać nas z więzienia po tym, jak wskoczymy na scenę i zaczniemy seksualnie nękać Justina.
Wywróciłam oczami i zamknęłam za sobą drzwi, aby mógł ponownie je otworzyć i patrzeć jak idziemy chodnikiem do Jeepa Zayna, który już na nas czekał.
-Ale to...- zaczęła Perrie.
Usta Zayna wygięły się w uśmiechu, kiedy opuścił szybę.
-Wyglądacie dobrze- skomplementował, kiedy zatrzymałyśmy się przed nim.
-Nie- zaprotestowała Perrie- Proszę, powiedz mi, że nie idziesz też na koncert.
-Oh, ale idę- uśmiechnął się i otworzył jej drzwi, kłaniając się przed nią.
Perrie klepnęła go w głowę i wsiadła do samochodu, przed Rhyą.
Ja zajęłam miejsce pasażera i Zayn ruszył do Louisa. Rhya była ciekawa, dlaczego zabieramy siostrę Louisa, a ja przypomniałam sobie, że nie powiedziałam jej o tym, że jesteśmy razem.
Lottie była podekscytowana, wsiadając do samochodu. Była ubrana w koszulkę i czapkę z wizerunkiem Justina. Louis pojawił się przy oknie Zayna, które opuścił.
-Zajmij się nimi- powiedział, spoglądając na mnie. Strzelił mi uśmiech, a ja zarumieniłam się, patrząc w dół.
Widziałam go kątem oka, kiedy obszedł auto do mojej strony. Opuściłam szybę, a on uśmiechnął się, po czym się pochylił, więc ja też to zrobiłam. Zostawił szybki pocałunek na moich ustach, drażniąc mnie końcówką jego języka.
Uśmiechnęłam się i kontynuowałam pocałunek, ale przerwała nam szyba wędrująca w górę, również dotykająca podbródka Louisa. Pokazał Zaynowi środkowy palec, po czym roześmiał się i odszedł. Droga na koncert była pełna wyjaśnień o mnie i Louisie, ponieważ tego chciała Rhya, słuchania Justina Biebera i okazjonalnie sprzeczek Zerrie.
Koncert był niesamowity. Perrie została nawet One Less Lonely Girl [1], co sprawiło, że Zayn był zły. Wszyscy zrobiliśmy sobie zdjęcia z Justinem za kulisami, nawet Zayn, który cicho fangirlował. Byliśmy w drodze powrotnej do domu, totalnie zauroczeni tym, co się właśnie stało.
Napisałam do Louisa około pięćdziesiąt razy, ponieważ byłam tak bardzo podekscytowana. Odpisywał czymś jak "świetnie". "super", czy ":))". Wiedziałam, że go irytowałam, wiec wysłałam mu wiadomość "dobranoc", na co odpisał całującą buźką.
Najpierw odwieźliśmy Lottie, później Rhya i Perrie.
Zayn wystukiwał rytm na kierownicy, nucąc jakąś randomową piosenkę. Przełknęłam ślinę i spojrzałam na niego.
-Zayn?
-Tak?- zapytał, nie patrząc na mnie, koncentrując się na drodze przed nim.
-Czy ty.. Czy jesteś.. W porządku z tym, że Louis i ja jesteśmy... razem?
-Dlaczego miałbym nie być?- zapytał i zatrzymał się na moim podjeździe.
-To tylko... Nie wiem. Po prostu chciałam wiedzieć... Mam na myśli, jestem frajerem, a Louis jest...
Przekręcił oczami.
-Nie jesteś frajerem, Jackie- powiedział, patrząc na mnie.
-Poważnie. Znam Louisa od przedszkola i zaufaj mi, nigdy nie patrzył na nikogo tak, jak patrzy na ciebie. Nie sądzę, że naprawdę dba o twoją reputację w szkole.
Przygryzłam wargę i skinęłam głową, dziękując mu.
-Więc... Branoc.
-Dobranoc Jackie.
Miałam już wysiąść z jego samochodu, kiedy mnie zatrzymał.
-Hej, Jackie?
-Tak?
-Czy mogę... Uh... Możesz dać mi numer Perrie?
Uśmiechnęłam się.
-Jasne.
Następny dzień minął szybko i było mi trochę smutno, ponieważ Louis nawet nie wspomniał o naszej rocznicy. Właściwie, nawet się do mnie nie odezwał. Zrozumiałam, że po prostu nie chce być ze mną widziany.
Dzwonek zadzwonił, ogłaszając, że to koniec szkoły na ten tydzień. Szłam do wyjścia ze szkolnego parkingu, kiedy piłka uderzyła mnie w głowę, wysyłając mnie na kolana. Wstawałam, kiedy jakaś stopa spotkała się z moim podbródkiem, sprawiając, że upadłam na tyłek.
Uniosłam głowę, aby zobaczyć Kurta górującego nade mną z uśmieszkiem.
-Czujesz to? Myślę, że właśnie mieliśmy trzęsienie, bo jesteś tak kurewsko gruba.
Przełknęłam ślinę i żałowałam, że zjadłam dziś spaghetti na lunchu. Usłyszałam śmiech Jasona, kiedy podchodził bliżej. Mały tłum zbierał się wokół nas, co mi się nie podobało.
Moje serce biło poza moją klatką piersiową, kiedy podeszli bliżej mnie. Kurt pociągnął mnie za mój plecak i pawie przewróciłam się po raz kolejny.
-Spójrz na swoją brzydką twarz. Powinnaś się wstydzić, chodzić po tym świecie.
To było jak cios nożem w serce. Zobaczyłam Jasona patrzącego na kogoś, zanim do niego krzyknął. Louis torował sobie przejście wśród studentów. Zebrał się tu teraz naprawdę duży tłum i wszystko, co chciałam zrobić to pójść do domu i płakać.
-Pokażmy wszystkim, jak gruba naprawdę jesteś- uśmiechnął się Jason, a Louis zatrzymał się po tym, jak opuścił tłum.
Jason szarpnął za moją kurtkę i podciągnął moją bluzkę, pokazując mój brzuch. Uderzył mnie, po czym się zaśmiał.
-Zraniłaś mój palec swoim tłuszczem, krowo.
Walczyłam ze łzami. Palce Jason'a zjechały do zapięcia moich dżinsów i złapał za zamek błyskawiczny. Kurt złapał moje dłonie jedną ręką, a drugą chwycił mój plecak.
-Chodź kolego, zdejmij jej spodnie i pokaż jej śmieszne tłuste rzeczy każdemu- powiedział Jason i odwrócił się do Louisa, który zaciskał teraz zęby.
Jason rzucił mu uśmieszek i stanął obok mnie, kiedy Louis szedł w naszą stronę.

Zrobi to.

Zaczęłam płakać, a Jason mnie spoliczkował.
-Nie płacz gruba suko.
Moje nogi się trzęsły, kiedy Louis zatrzymał się przede mną. Spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam, że był mokre. Patrzył na mnie z miną w stylu "przepraszam", po czym jego dłonie złapały moje dżinsy, gotowe, by je zdjąć. Zamknęłam oczy i poczułam jak się przesuwają.
Ale wtedy usłyszałam, jak zamek został zapięty, a koszulka i kurtka wróciły na swoje miejsce. Otworzyłam oczy, aby zobaczyć Louisa patrzącego na mnie z góry. Kciukami otarł moje policzki z łez.
-Co do kurwy koleś?- wrzasnął Jason.
-Puść ją- mruknął Louis do Kurta. -Teraz.
Poczułam, że mój plecak i ręce są wolne.
-Co kurwa? Jest jebaną krową, po prostu ją kopnij!- krzyknął Jason i uderzył mnie w brodę.
Louis uderzył go prosto w szczękę, sprawiając, ze wszyscy obserwujący wydali okrzyk. Kurt się odsunął, a Jason złapał się za nos, z którego ciekłą krew.
-Jesteś na haju?- zapytał Kurt, a ręce Louisa chwyciły jego kołnierz, unosząc chłopaka do góry.
-Posłuchaj mnie pieprzona cioto. Dotknij jej jeszcze raz, a złamię ci nogi.
-Jesteś popieprzony dzisiaj, jak możesz stawać po stronie...- zaczął Jason, ale Louis po raz kolejny pchnął go na ziemię, przygważdżając go do niej. Kopnął go w żebra.
-Nie mów tak do kurwy o mojej dziewczynie pieprzony ciulu! I to samo tyczy się wszystkich!- krzyknął, odwracając się i patrząc na studentów oglądających nas.
-Jeśli ktoś z was wyśmieje ją kiedykolwiek ponownie, przysięgam na pieprzonego Boga, że zrobię z was gówno! Jest moją dziewczyną i następny, który jej dotknie się doigra. Zrozumiano?
Kilkoro ludzi skinęło głowami, a ja byłam zbyt oniemiała, aby zrobić cokolwiek. Stanął po mojej stronie. Nazwał mnie swoją dziewczyną.
Stanął przede mną, a ja poczułam jak pięćdziesiąt par oczu jest na mnie. Zaczesał mi pasmo włosów za ucho i powiedział:
-Szczęśliwej dwumiesięcznicy aniele.
Później pochylił się i złożył pocałunek na moich ustach, po czym zarzucił ramie wokół mnie i poprowadził mnie do samochodu.
Wsiedliśmy do niego i odjechaliśmy, nic nie mówiąc ani na siebie nie patrząc. Nie odezwałam się, wiedząc, że chłopak myśli o tym, co się stało, prawdopodobnie żałując tego, że staną po mojej stronie.
Nie wiem, gdzie jechaliśmy, ale na pewno nie odwoził mnie do domu.

Zatrzymał samochód przed supermarketem, po czym wysiadł, trzaskając drzwiami.
Poszłam za nim do środka, idąc z nim ramię w ramie. Ta cisza nie była niekomfortowa.
Jego palce musnęły moje, po czym złączyły się. Uśmiechnęłam się, patrząc na moje trampki, kiedy szliśmy.
-Co bierzemy?
Wzruszył ramionami, nie mówiąc nic. Żułam moją wargę, czując się smutno. Oczywiście nie myślał, kiedy stawał po mojej stronie i zawsze będzie tego żałował.
Dlaczego miałby chcieć, żeby ludzie wiedzieli, że umawia się z tak grubą krową?
Czułam się, jakbym miała kamień w brzuchu. Wiedziałam, że nie jestem dla niego wystarczająco dobra. Chciałam, żeby był ze mnie dumny, żeby czuł się szczęśliwy, dlatego że jest ze mną.
Ale wiedziałam, że nigdy nie będzie. Dlaczego miałby?
Nagle poczułam ogromną potrzebę żyletki, ale ukryłam tę myśl z boku mojego umysłu, próbując skupić się na towarze na półkach.
Ścisnęłam jego dłoń, na co odpowiedział tym samym, jakoś ogrzewając moje serce.
Zatrzymał się w przedziale z napojami i chwycił butelkę coli, po czym przeszedł do kolejnego i złapał paczkę czipsów. Nie puścił mojej dłoni, kiedy płacił za to wszystko.
Padało na zewnątrz, więc skończyliśmy, siedząc na ławce na przystanku autobusowym, sami.
Przyciągnęłam nogi do mojej klatki piersiowej i przytuliłam moje kolana, kładąc na nich brodę. Patrzyłam jak pije prosto z butelki oraz otwiera czipsy.
-Przepraszam- powiedziałam smutno, składając moje palce razem.
Spojrzał na mnie.
-Dlaczego?
-Za... Uh... Denerwowanie cię. Naprawdę mi przykro, że musiałeś upokorzyć się przed wszystkimi.
Jego usta się rozszerzyły.
-Cz-czekaj. Myślałaś, że jestem wściekły na ciebie?
Wzruszyłam ramionami i skinęłam głową. Pochylił się, opierając łokcie na swoich kolanach, przez co mógł lepiej na mnie patrzeć.
-Jestem wściekły na siebie.
-Oh.
-Spójrz na mnie- powiedział i usiadł prosto, unosząc mój podbródek, abym spojrzała mu w oczy.
-Jestem wściekły na siebie, bo nie zatrzymałem ich wcześniej. Kocham cię i nie masz pojęcia, jak bardzo chciałbym cofnąć czas i stanąć w twojej obronie za pierwszym razem. Chcę cię chronić aniele.
-Louis- powiedziałam wolno.
-Tak?
-Kocham cię.
Zamrugał dwa razy, po czym się uśmiechnął.
-Ja też cię kocham- powiedział, po czym pochylił się i pocałował mnie. Złapałam jego dolną wargę pomiędzy moje zęby i pociągnęłam za nią, kiedy się odsuwał.
Uśmiechnął się na ten ruch i ułożył dłoń na moim kolanie.
-Chciałbym wrócić z tobą do domu, ale obiecałem mojej młodszej siostrze, że pojadę i obejrzę jej występ baletowy dzisiaj.
Skinęłam głową.
-Taa nie ma problemu. Chciałam tylko... nieważne.
Potarł moje kolano, po czym wstał, klepiąc je.
-Odwiozę cię.
Wstałam, a on owinął ramie wokół mnie.
Pocałował mnie ostatni raz przed moimi drzwiami, po czym wsiadł do samochodu i odjechał. Odwróciłam się do drzwi i zadzwoniłam, ponieważ zapomniałam swoich kluczy.
Dzwoniłam dzwonkiem przez jakieś dwie minuty, ale nikt mi nie otworzył. Odwróciłam się i zobaczyłam Range Rover'a Harry'ego na podjeździe. Szybko przebiegłam przez ulicę, ale to było bez sensu. I tak byłam przemoczona.
Pukałam do drzwi jego szopy aż otworzył. Był ubrany w zwykły biały T-shirt z kołnierzem w kształcie litery V i spodnie.
-Nie ma nikogo w moim domu- wyjaśniłam. Przesunął się, pozwalając mi wejść do środka.
Zdjęłam mój plecak i mokrą kurtkę.
-Tutaj- powiedział Harry i podał mi ręcznik. -Możesz się wysuszyć w łazience.
Dał mi parę spodni i koszulkę. Skinęłam głową, dziękując mu, po czym weszłam do łazienki, żeby się przebrać.
Kiedy wyszłam, siedział przy biurku, robiąc coś na laptopie.
Pochyliłam się nad jego ramieniem, żeby zobaczyć co robi. Był na Facebook'u.
-Mogę się zalogować?- zapytałam.
-Tak.
Wylogował się z jego konta, a jego ramie otarło się o moją klatkę piersiową, kiedy wpisywałam email. Moje obie ręce był wokół jego szyi, ponieważ pochylałam się nad nim. Odwrócił wzrok, kiedy wpisywałam hasło i zaczekaliśmy pięć sekund.
Miałam około stu nowych zaproszeń do znajomych, dwieście powiadomień i dziesięć wiadomości. Wszystkie były od dziewczyn pytających mnie jak to się stało i jak zdobyłam Louisa.
Miałam też pytanie o oznaczenie związku z Louisem. Mój policzek dotknął Harry'ego, kiedy kliknęłam akceptację. Po tym się wylogowałam.
Jego skóra zapłonęła obok mojej, kiedy żadne z nas się nie odzywało. Odwrócił do mnie głowę, a jego usta musnęły mój policzek.
-Pokaż mi twoje nadgarstki.
Cieszyłam się, że cięłam tylko swoje uda, więc on może tego nie zauważy.
Wyprostowałam się i pokazałam mu nadgarstki. Jego długie palce ujęły moje dłonie i spojrzał na blizny.
-To była tylko chwila- wymamrotałam i odsunęłam się, żeby usiąść na łóżku.
Obrócił się na krześle i przysunął do mnie.
-Czy Louis wie?- zapytał, opierając łokcie na kolanach, tak jak Louis to robił.
-Nie i nie dowie się.
-Co z twoimi udami?
-Nic- wymamrotałam i spróbowałam obciągnąć bluzkę trochę bardziej w dół.
-Jesteś pewna?- zapytał.
Skinęłam głową, nie patrząc w jego oczy. Dotknął moich kolan i zaczął rysować na nich kształty.
-Ale jesz, prawda?
Nie.
-Tak.
-To dobrze.
Nastała krótka chwila ciszy, a ja zdałam sobie sprawę, że przestało padać.
Spojrzałam w okno i zobaczyłam, że samochód mojego taty właśnie wjechał na podjazd.
-Powinnam iść- powiedziałam i wstałam. Dłoń Harry'ego utrzymywała się na moim udzie, zanim się zsunęła.
Podparł głowę i zaczął bawić się palcami.
-Przyniosę ci ubrania, po tym, jak je wypiorę- powiedziałam, a on wzruszył ramionami, kiwając głową.
-Przyjdziesz na mecz w piątek?- zapytał, wstając i podszedł, żeby zatrzymać się obok mnie, kiedy zakładałam plecak i zabierałam swoje rzeczy.
-Taa- uh tak, pewnie- powiedziałam i spojrzałam na niego. Jest taki wysoki, pewnie o 30 cm wyższy ode mnie. Miałam 1,54 m, a on 1,82 m.
Odwróciłam się, żeby wyjść.
-Jackie?
-Tak?
Patrzył na mnie, po czym jego wzrok spadł na moje usta.
-Czy możesz...Nic. Nieważne.
Nie zamierzałam zmuszać go do mówienia. Nie chciałam też pytać go czy wciąż się tnie- jego nadgarstki były pokryte bransoletkami.
Przeszłam przez ulicę czując jego wzrok na moich plecach.

_______

Nadszedł dzień meczu i wszyscy byliśmy zdenerwowani. Louis mówił o tym cały miesiąc i opowiadał o tym, jak szczęśliwy będzie, jeśli wygrają.
Rhya, Perrie i ja przychodziłyśmy, żeby zobaczyć treningi odkąd Rhya była z Liamem, a ja z Louisem.
Było wpół do dwudziestej, a gra zaczynała się o dwudziestej pierwszej. Rhya kupiła popcorn, a Perrie napoje. Stałyśmy w czwartym rzędzie na trybunach, które już były wypełnione rodzinami i przyjaciółmi grających.
Mój tata i Helen również tu byli, razem z JJ. Siedzieli kilka rzędów wyżej. Naszą maskotką był jastrząb, który tańczył wokół boiska. Cheerleaderki (w tym Foxy Five) zatańczyły swój układ, śpiewając hymn i to wszystko.
Spojrzałam w dół na moje buty, kiedy ich spódniczki podlatywały w górę, odsłaniając ich perfekcyjne ciała. Czułam się przy nich jak wieloryb.




Potem drużyny były ogłaszane. Zaczęli od drużyny przeciwnej, która wybiegła na murawę, kiedy wyczytali jej nazwę.


Nasza drużyna została ogłoszona. Oczywiście, wszyscy zaczęli krzyczeć, kiedy Louis, kapitan, się ukazał. Uśmiechnęłam się, czując, że moje serce fruwa. Machnął do wszystkich, po czym stanął na linii ze swoją drużyną, czekając aż trener powie kilka słów o England High School Cup Finale [2].
Szukał kogoś w tłumie i kiedy mnie znalazł, mrugnął do mnie, oblizał usta, kiwnął i wysłał całusa.
Perrie szturchnęła mnie łokciem, a ja zarumieniłam się, akurat, wtedy gdy drużyny ustawiały się na pozycje.
Gra się rozpoczęła i wszyscy siedzieli na skrajach siedzeń.
Osiemdziesiąt siedem minut później wynik ukazywał 1:1. Dosłownie wszyscy stali, dopingując drużynę, którą przybyli zobaczyć. Cheerleaderki wrzeszczały, skacząc wokoło i trzęsąc wszędzie swoimi pomponami.
Gracz drużyny przeciwnej zbliżał się do bramki. Louis szybko podbiegł do niego i zabrał mu piłkę.
Okrzyki były słyszalne wszędzie, kiedy dobiegł do bramki przeciwników. Spojrzałam na zegarek i było pół minuty do zakończenia meczu.
Louis zamachnął się i uderzył piłkę, kierując ją prosto do bramki. Każdy osobny człowiek, który przyszedł na mecz, zaczął wrzeszczeć i gratulować mu. Louis wyrzucił ręce w powietrze, krzycząc coś. Chwilę później usłyszeliśmy kończący gwizdek i zwycięzcy zostali ogłoszeni. Louis podbiegł do pozostałych graczy z drużyny i wskoczył na nich.
Trener Duff złapał puchar, podając go Louis'owi. Wszyscy klaskali, a ja byłam z niego taka dumna. Zdjął koszulkę i rzucił ją cheerleaderkom mrugając do nich. Mój brzuch wykonał salto.
-Chodźmy im pogratulować!- krzyknęła Rhya i zbiegła po schodach do wyjścia z trybun. Starałam się za nią nadążyć, ale ostatecznie ją zgubiłam.
Szłam pustym korytarzem, nie wiedząc, gdzie tak naprawdę powinnam iść. Myślę, że błądziłam jakieś dziesięć minut. Rozglądnęłam się i usłyszałam otwierane drzwi. Zobaczyłam Louisa wchodzącego na korytarz, trzymającego w dłoni telefon. Przejechał dłonią przez włosy i spojrzał na wyświetlacz.
Jego koszulka była znów na miejscu. Podniósł głowę i kiedy mnie zobaczył, uśmiechnął się i zaczął biec w moją stronę, otwierając ramiona.
Uśmiechnęłam się, kiedy podniósł mnie, nawet jeśli poczułam się ciężka. Odkręcił się ze mną raz, po czym objął mnie w pasie i pocałował mnie. Oddałam mu pocałunek, a on odstawił mnie i pocałował moje czoło.
-Co ty tu robisz?- zapytał.
-Zgubiłam się.
-To słodkie.
Zmarszczyłam nosek, na co się zaśmiał.
-Cóż, pójdę do szatni, a później jest afterparty...- przerwał, patrząc w dół na swoje stopy. Wiedziałam, że nie jestem zaproszona. Oczywiście, że nie byłam.
-Ja-ja muszę iść. Jestem kapitanem. To jest... Impreza dla całej drużyny i cheerleaderek- wyjąkał.
-Nie, jest okey. Zobaczymy się później, okey?- zapytałam spokojnie, nawet jeśli czułam, jak łamię się w środku.
Skinął głową i ponownie mnie pocałował.
-Do zobaczenia aniele.
Uśmiechnęłam się, patrząc jak odbiega krzycząc, aż wszedł do środka. Stałam tak przez chwilę, myśląc o tym, co się stanie na imprezie. Całe moje ciało cierpiało na myśl, że będzie w tym samym pomieszczeniu z cheerlederkami.
Zaczęłam iść w kierunku, w którym odszedł, widząc napis wyjścia na parking.
Przypadkowo podsłuchałam rozmowę. Mogłam dokładnie rozpoznać głos Louisa i Kurta spoza pozostałych podekscytowanych chłopców.
-TO BYŁO KUREWSKO NIESAMOWITE BRACIE!- powiedział Kurt, a ja się zatrzymałam.
-Dzięki- wymamrotał Louis.
-Więc kogo będziesz dzisiaj pieprzył? Stawiam na Lindsay!
-Nikogo.
-Chyba nie jesteś poważny z tym świrowaniem z Jackie?
-Zamknij się.
-Ona nigdy nie pozwoli ci się pieprzyć. Przysięgam, ona jest jak zakonnica, czy coś. Dalej stary, ona nie musi wiedzieć. Jeden skok w bok jej nie zrani, dobrze mówię?
Mój brzuch był w węzłach.
-Tak, stary. Masz rację- powiedział Louis, kiedy ja, przysięgam, poczułam jak moje serce rozdziera się na pół. Przygryzłam wargę i zaczęłam iść w kierunku wyjścia, nie chcąc być tu ani chwili dłużej.
Kiedy wyszłam na zewnątrz, od razu zauważyłam znany mi Range Rover. Harry zakaszlał głośno, kiedy wyjmował klucze z kieszeni. Torba sportowa, w której trzymał rzeczy piłkarskie była luźna przewieszona przez jego ramie.
Otworzył drzwi.
-Harry!- zawołałam, ale mój głos wyszedł słabo.
Odwrócił się i udało mu się lekko uśmiechnąć.
-Możesz zabrać mnie do domu?
Skinął głową, a ja wsiadłam do samochodu, starając się nie złamać przy nim.
Cisza podczas jazdy była przerwana jedynie przez muzykę grającą z radia. Powiedział mi, że nie idzie na imprezę, bo był przeziębiony kilka dni temu. Mogłam powiedzieć, że przez głośny kaszel i częste kichanie. Zatrzymał się na jego podjeździe.
Podziękowałam mu i wysiadłam z samochodu, gotowa, żeby iść do mojego domu.
-Hey... Uh...- zaczął, a ja odwróciłam się, powstrzymując moje łzy. Po prostu chciałam być sama.
-Zostań- zapytał, ale jakkolwiek brzmiało to, jak stwierdzenie.
Skinęłam głową. Wysłałam tacie wiadomość, że zostaję u Rhyi, kiedy szliśmy do jego szopy. Zgodził się i dołączyłam do Harry'ego w jego pokoju. Poszedł wziąć prysznic, a ja usiadłam na krześle obok jego biurka, patrząc w dół na moje nagie uda, odsłonięte przez dżinsowe spodenki, które ubrałam.
Przeglądnęłam jego szuflady i znalazłam różową koszulkę i szorty w kratę do ubrania (najprawdopodobniej należały do Mackenzie ale nie obchodziło mnie to), ponieważ nie czułam się komfortowo w crop topie, który miałam na sobie. Złapałam skórę na moich kolanach, chcąc wyciąć każdy cal tłuszczu. Chciałam być szczupła, może wtedy Louis by mnie polubił.
Przygryzłam wargę, czując, jak łzy wypływają na moje policzki. Schowałam twarz w dłonie i zacisnęłam oczy, próbując nie wypuścić żadnego odgłosu z moich ust.
W zasadzie Louis stracił wszystko, co miał. Wiedziałam, że zostawi mnie przez to, że się nie pieprzyliśmy.
Poczułam dwie ciepłe dłonie zabierające moje dłonie z mojej twarzy. Harry podniósł mnie, po czym otarł łzy z moich policzków.




-Hey... Dlaczego płaczesz kochanie?
Zmarszczyłam brwi, a on przytulił mnie, przyciągając do swojej klatki piersiowej.
-Louis powiedział, że zamierza pieprzyć i-nną dziewczynę dz-isiaj- wyszeptałam. Jego ciało się napięło, a ja potrząsnęłam głową nie chcąc wierzyć, że to, co się dzieje jest prawdziwe.
-Spójrz na mnie- powiedział, szturchając nosem moje czoło. Spojrzałam na niego do góry.
-Nie zasługujesz na to, kochanie.
-Zasługuję...
-Nie, oczywiście, że nie.
Zasługiwałam. Dlaczego ktokolwiek miałby mnie kochać?
Nastała krótka chwila ciszy. Wszystko, co mogłam usłyszeć to nasze nierówne oddechy.
Oczy Harry'ego opadł na moje usta, po czym pochylił do mnie swoją głowę, łącząc nasze usta. Mój umysł był zamglony, kiedy kontynuowałam pocałunek. Jego ręce ujęły moją twarz, pogłębiając pocałunek.
Ułożyłam dłonie na jego śmiesznie chudych biodrach. Moje serce miało wyskoczyć z mojej klatki piersiowej, kiedy jego ręce powoli przesuwały się po moich bokach, po czym uniosły trochę koszulkę.
-Jackie- odetchnął Harry, patrząc mi w oczy, po czym oparł swoją głowę o moją.
-Pozwól mi się z tobą kochać.




//


[1] One Less Lonely Girl -Justin wybierał w trasie jedną dziewczynę, która była właśnie jego One Less Lonely Girl. 
[2]England High School Cup Finale - najważniejszy mecz. Gra o puchar Anglii w kategorii liceum.



Zapraszam na twittera! Tam zawsze daję znać co z rozdziałem ;)  @_Alice_Ally_

sobota, 2 stycznia 2016

INFORMACJA

Hej, kochani :)

Chciałam się z Was poinformować, że przejęłam bloga od poprzednich tłumaczek. Mam nadzieje, że będzie okej. Rozdziały na pewno będą pojawiać się częściej i bardzo chętnie poczytam wasze komentarze ;)
No więc ja biorę się za tłumaczenie, a Was tymczasem zapraszam na mojego twittera~  https://twitter.com/_Alice_Ally_

PS: Poproszono mnie o udostępnienie tego: http://www.twitlonger.com/show/n_1so400t?new_post=true .Jest organizowana akcja dla Directioners. Startujemy w tę środę o godz. 10 rano :)




wtorek, 22 grudnia 2015

Rozdział 15

*Harry*

Spojrzałem na ekran przede mną, próbując się skupić na tym, co jest napisane na Wikipedii. Mam napisać esej o ważnym wydarzeniu historycznym, ale mój umysł jest zupełnie gdzie indziej. To niemożliwe, aby myśleć o szkole, kiedy wszystko, co mogę zobaczyć to para dużych brązowych oczu, pełnych łez.

Myślałem o tym, że Jackie jest stale prześladowana przez Kurta i Jasona i o tym, że Louis wziął jej stronę. Co się dzieje między nimi?

Myśl o nich będących razem rani moje serce, choć nie mam pojęcia dlaczego. Dlaczego w ogóle się tym przejmuję? Mam dziewczynę, której... szczerze mówiąc, nie kocham. Boję się zerwać z Mackenzie... Nie dlatego, że ją kocham, ale dlatego, że jestem zbyt przerażony tym, że nikt inny by mnie nie zechciał.

Westchnąłem i przejechałem ręką przez włosy. Nie powinienem tak myśleć. Tylko dziewczyny rozmyślają o problemach w związkach i samotności. Prawda jest taka, że myśl, że mógłbym znów być sam jest dla mnie gorsza niż śmierć.

Nie wiem, dlaczego to zrobiłem, ale chwyciłem mój telefon i napisałem do Louisa, w ogóle nie kontrolując bicia mojego serca.

Do: Louis
Wysłano: 17:29


Lubisz Jackie?


Moje serce waliło w mojej klatce piersiowej, kiedy czekałem na jego odpowiedź. Bałam się, co odpowie. Co, jeśli powie, że ją lubi? Co wtedy?

Żułem dolną wargę, kończąc esej. Wiedziałem, że prawdopodobnie otrzymam coś poniżej sześćdziesięciu procent, ale teraz mam to gdzieś. Oczekiwanie na jego odpowiedź budziło we mnie gorszy lęk.

Prawie wyskoczyłem z fotelu, gdy mój telefon zabrzęczał. Odblokowałem ekran i otworzyłem tekst drżącymi palcami.

Fala ulgi mieszanej z gniewem oblewała mnie, kiedy czytałem tekst.

Od: Mackenzie
Odebrano: 17:37

Wpadniesz do mnie wieczorem?

Niedługo otrzymałem kolejną wiadomość, tym razem od Nialla.

Od: Niall
Odebrano: 17:39

Chodźmy się zabawić!

Westchnąłem i napisałem im obojgu, żebyśmy spotkali się u Mackenzie, skoro są tak znudzeni. Potrzebowałem teraz odskoczni od wszystkiego. Byłem wdzięczny, że mojej mamy i Robina nie będzie do końca tygodnia. Byłem sam i to był powód, dla którego chciałem się gdzieś wyrwać. Gdziekolwiek.

Przygryzłem wnętrze policzka po dwóch godzinach czekania na odpowiedzieć Louisa. Wiem, że zobaczył moją wiadomość. Jest poniedziałek, a on zabierał ze sobą telefon praktycznie wszędzie. Za każdym razem, gdy wysyłałem mu wiadomość, pytając go, czy jest zajęty lub gdy opowiadałem mu o pieprzeniu się z Mackenzie, odpowiadał natychmiast.

Wysłałem Mackenzie wiadomość, że jestem przed jej domem. Otworzyła mi drzwi, prezentując się w krótkich spodenkach i prześwitującej koszulce.

Niall pojawił się zaraz za nią uśmiechnięty.

– Na czas, kolego.

Uścisnęliśmy sobie dłonie i pocałowałem Mackenzie, po czym zdjąłem buty i wszedłem za nimi do środka.

Nie obchodziło mnie to, że Niall może praktycznie zobaczyć walory mojej dziewczyny. Wszystko, co mnie interesowało, to oczekiwanie na odpowiedź Louisa.

– Moi rodzice nie wrócą do domu aż do jutra, więc mamy dom dla siebie – powiedziała Mackenzie, siadając na kanapie ze stosem płyt DVD w ręce.

– Jeśli chcesz, mogę z tobą zostać w nocy.

– Mamy szkołę jutro – odezwał się Niall szybko, a ja spojrzałem na niego zaskoczony. Od kiedy obchodzi go szkoła? I od kiedy on mnie poucza? Niefajnie, bro.

Mackenzie zmroziła go wzrokiem, a on usiadł na kanapie obok niej.

– Co oglądamy? – zapytał, nie patrząc na nią.

– Nie wiem.

– Może Iron Man?- zaproponowałem, siadając po jej drugiej stronie.

– Ew, nie – zaprotestowała, ale Niall już wkładał film do odtwarzacza, a ja wstałem, by wziąć dla siebie piwo.

Kiedy wróciłem, siedzieli już na kanapie z miską popcornu na kolanach Nialla.

Oblizałem usta i usiadłem obok Mackenzie, wyłączając światło i układając na nas koc.

Mackenzie, Niall i ja spędzaliśmy razem wieczory, chociaż byłem zdziwiony, że Niall nie był z jakąś laską.

W połowie filmu mój telefon zawibrował, więc spojrzałem w dół, nie specjalnie interesując się literkami w dymku.

Ale to był Louis, więc spojrzałem po raz drugi.

Od: Louis
Odebrano: 20:54

Nie

I wtedy miałem rozmowę przychodzącą od niego. Wstałem i mruknąłem, że muszę to odebrać, po czym wybiegłem z pokoju.

– Halo? – odebrałem, kiedy byłem na dworze, w jej ogrodzie.

– Hej. Skąd takie pytanie? – zapytał.

Jego głos był chrypliwy, kiedy mówił, prawie jakby się bał. Słyszałem szuranie za nim i ktoś szepnął coś do niego. Mruknął coś i potem wrócił do naszej rozmowy.

– Uh... Więc dlaczego pytasz?

– No cóż... uh... Mam na myśli, stanąłeś w jej obronie w szkole i kilka tygodni temu zapytałeś mnie, czy ona przyjdzie na imprezę i byłem po prostu ciekaw. Wiesz, że możesz powiedzieć mi wszystko.

Przez chwilę milczał.

– To tylko... Lubię ją.

Wiedziałem, że to było coś wielkiego, trzymane w ukryciu przez jakiś czas i chciałem być szczęśliwy z nim. Byłem, ale nie mogłem. Czułem coś dziwnego w brzuchu: zazdrość pomieszana z nienawiścią i niepokojem.

Może dlatego, że moje szanse bycia z nią są teraz mniejsze.

*Niall*

Harry wyszedł z pokoju po piwo, a ja usiadłem obok Mackenzie i włożyłem płytę do odtwarzacza. Odwróciłem się, by zobaczyć ją zdzierającą lakier z paznokci.

– Przestań, wyglądasz jak szaleniec – wymamrotała. Moja ręka wylądowała na jej kolanie. Napięła się i próbowała ją odtrącić, ale ja pochyliłem się i przycisnąłem swoje usta do jej. Nie mogłem się ratować. Miała mnie, owiniętego wokół jej małego palca i nawet o tym nie wiedziała.

– Niall – jęknęła, kiedy pociągnąłem za płatek jej ucha. Coraz trudniej było mi się powstrzymywać, byłem już podniecony.

Usłyszałem kroki Harry'ego na końcu korytarza, więc szybko odskoczyłem, łapiąc miskę z popcornem i położyłem ją na swoich kolanach, aby zakryć małe wybrzuszenie w spodniach.

Moje serce waliło jak szalone i ogarną mnie strach przed byciem złapanym. To było niebezpieczne. Ale to było ryzyko, które warto było podjąć dla niej.

W połowie filmu Harry wstał i powiedział, że musi odebrać, po czym zniknął w korytarzu.

Zobaczyłem, że Mackenzie odsuwa się ode mnie, najwyraźniej czując dyskomfort przez naszą nagłą bliskość. Przysunąłem się do niej, więc nasze ramiona się stykały. Próbowała się znów odsunąć, ale złapałem jej ramiona i przyciągnąłem do pocałunku. Nasze usta się zetknęły, a ja kontynuowałem całowanie jej. Wiedziałem, że chce odpowiedzieć, więc ująłem jej twarz i pogłębiłem pocałunek, nie troszcząc się o nic ani o nikogo innego.

Odepchnęła i spoliczkowała mnie.

– Ty idioto! Przestań mnie całować! Przysięgam na Boga, jeśli z tym nie skończysz, powiem Harry'emu!

– Nie widzisz tego, że jestem lepszy dla ciebie?

– Z której strony? Podaj mi jedną rzecz, którą możesz mi dać a Harry nie. Tylko jedną. Pieniądze? Pewną przyszłość?

Miłość, pomyślałem. Ale nie miałem zamiaru jej tego powiedzieć. Nie tak.

– Mogę sprawić, że będziesz szczęśliwa.

Parsknęła.

– Harry sprawia, że jestem szczęśliwa.

– Nie okłamuj samej siebie, księżniczko.

– Nie nazywaj mnie księżniczką. Żałosne, słyszeć to od faceta jak ty.

– Faceta jak ja?

– Faceta, który jest właściwie całkowitym przeciwieństwem księcia.

Och.

– Dlaczego nie możesz z nim zerwać? Wiem, że...

– Ponieważ zwyczajnie nie jesteś tego wart.

Przygryzłem wnętrze mojego policzka i odsunąłem się, zwracając wzrok na telewizor.

Nie miała pojęcia, co te słowa dla mnie znaczyły. Nie miała pojęcia, co właśnie zrobiła.

Nie rozmawiałem z nią przez resztę nocy. Próbowałem sprawić, by była zazdrosna, opowiadając Harry'emu o zabawie, jaką miałem z Kelly czy Kelsey, czy jakkolwiek miała na imię.

Byliśmy w salonie, nie zwracając w ogóle uwagi na show, które leciało w telewizji, kiedy rozmawialiśmy. Cóż, ja i Harry rozmawialiśmy, a Mackenzie tylko opierała się o niego, przytulając go. Gotowałem się w środku, ale starałem się tego nie okazywać. Wszystkim, co mogłem robić, było siedzenie z boku i patrzenie na to, jak jest „szczęśliwa” z kimś innym.

*Liam*

Byłem w swoim pokoju i przeglądałem Facebooka, kiedy zobaczyłem post:

„Rhya Darling jest teraz singlem”.

Moje serce wykonało backflip, kiedy czytałem te słowa jeszcze raz i jeszcze raz. Polubiłem post, ale powstrzymałem się przed skomentowaniem go, zanim do niej nie zadzwonię.

Wziąłem mojego iPhone'a z szafki nocnej i odblokowałem go szybko, by znaleźć ją w moich kontaktach. Nacisnąłem jej imię i przyłożyłem telefon do ucha, po czym przygryzłem wargę, czekając, aż odbierze.

– H-halo? – odebrała. Jąkała się.

– Co się stało? Wszystko z tobą okej? – zapytałem, siadając prosto na łóżku.

– N-Nie. L-Liam kt-toś j-jest w moim d-domu.

Zatrzasnąłem laptopa i ruszyłem do komody po spodnie.

– Co masz na myśli?

– Mojej mamy nie ma, a ja słyszałam kroki na d-dole – wyszeptała.

Zabezpieczyłem mój telefon pomiędzy moją szyją a łopatką, włożyłem moje białe conversy i naciągnąłem na głowę kaptur.

Zbiegłem po schodach, ignorując krzyki, które dochodziły z kuchni. Które zawsze stamtąd dochodziły.

Wskoczyłem do samochodu i próbowałem ją uspokoić, pędząc ulicą.

– Posłuchaj mnie kochanie. Ukryj się gdzieś. Gdziekolwiek. Szafa, pod łóżkiem, gdziekolwiek.

Usłyszałem szuranie, a potem szepnęła:

– Zrobione.

Przygryzłem wargę, pozostając na linii, aż dotarłem do jej domu. Drzwi były zamknięte i nie było znaku, żeby ktoś się włamał. Ruszyłem dookoła domu, każąc jej być cicho. Tylne drzwi były otwarte, ale jej pies Doodle spał spokojnie.

Wszedłem do domu, który był pogrążony w grobowej ciszy. Ani śladu niechcianej osoby. Sprawdziłem każdy pojedynczy pokój i nic. Nie było nikogo. Zrobiła mi żart? Myślała, że to zabawne?

Powoli wszedłem na górę i również sprawdziłem wszystkie pokoje, po czym poszedłem do niej.

– Rhya? Kochanie? – powiedziałem.

Zobaczyłem ją w kącie, przytulającą jej nogi do klatki piersiowej i opierającą czoło o kolana. To łamało mi serce.

– Rhya? – zapytałem ostrożnie, podchodząc do niej i unosząc jej twarz przez podbródek.

Jej brązowe oczy były mokre i wyrażały przerażenie.

– Wszystko okej?

– Ktoś jest w środku.

– Sprawdziłem, kochanie, nie ma nikogo.

– Nie! Tu ktoś JEST! Widziałam! B-Był tu! Był tu! Przysięgam!

Gdzie Perrie? – zapytałem sam siebie. Powinna tu być.

– Gdzie Perrie? – zapytałem, zaczesując pasmo jej włosów za ucho.

– Wyszła na spacer.

Potem zaczęła znów płakać. Co się stało?

– Kochanie, shh. Już dobrze. Dlaczego płaczesz? – zapytałem, przyciągając ją w moje ramiona. Odepchnęła mnie i wstała.

– Ktoś jest w domu! Słyszę go!

Wstałem i przysłuchałem się. Głucha cisza. Czy ona jest na prochach?

– Nikogo nie ma.

– Wchodzi po schodach Liam!

Wtedy zdałem sobie sprawę, co się dzieje. Ma atak paniki. Moja babcia miewała coś w tym stylu. Wymyślała rzeczy i krzyczała na nic. Nie miałem pojęcia, co robić w sytuacjach jak ta. Ale nie zamierzałem opuścić Rhya. Musiałem być tu dla niej.

– Nikogo tu nie kochanie, shh – powiedziałem, owijając ramiona wokół niej i przyciągając jej głowę do mojej klatki piersiowej. Próbowała ode mnie uciec, ale byłem silniejszy, więc zatrzymałem ją w miejscu.

– Idzie po schodach Liam! On...

Ścisnąłem ją i próbowałem uspokoić, ale wciąż nie dawałem rady.

– Jest za tobą Liam! Jest tutaj! – Płakała, a moje serce zaczęło bić szybciej. Oglądnąłem się, ale nie było nikogo.

– Nikogo nie ma – powiedziałem powoli i spojrzałem na nią w dół.

– Jest tutaj! Idzie do mnie Liam! Pomóż mi – Płakała, a ja trzymałem ją ciasno, utrzymując brodę na środku jej głowy, zaciskając oczy i pozwalając łzom płynąć. Byłem przerażony, widząc ją taką. Miała zaburzenia psychiczne, a ja nic o tym nie wiedziałem.

– Liam... Pomóż mi – wyszeptała w moją pierś, ściskając moją koszulkę. Trzęsła się w moich ramionach, a ja całowałem jej włosy, wciąż tak stojąc.

– Shh, kochanie będzie dobrze – wyszeptałem uspokajająco.

– Obiecuję, wszystko będzie dobrze.

Uspokoiła się powoli, oddychając ciężko w moją koszulkę, która była teraz mokra przez jej płacz. Moje serce biło szybko, puściłem ją.

– Proszę, zostań tu. Pójdę do łazienki, sprawdzić, czy nie ma tam jakichś leków.

Pokręciła głową, nie chcąc mnie puścić, ale kazałem jej zostać, ponieważ łazienka jest kilka stóp stąd. W końcu odpuściła, a łzy spływały po jej policzkach.

Pobiegłem do łazienki i zacząłem grzebać w jej szafkach, szufladach, w zasadzie wszędzie.

W końcu znalazłem pomarańczową buteleczkę z nazwą „Leki przeciwpsychotyczne”.

Otworzyłem ją i zobaczyłem, że jest pusta. Plakietka za zewnątrz mówiła, że musiało być zażywane do trzynastego stycznia, który był wczoraj i miały być spożywane codziennie.

Odstawiłem butelkę i wyszedłem z łazienki. Rhya siedziała skulona na łóżku, przytulając Riley do klatki piersiowej.

Usiadłem obok niej i pogłaskałem jej włosy, sprawiając, że na mnie spojrzała.

– Wiesz, gdzie jest twoja recepta? Mogę pójść i kupić twoje leki, kochanie.

Przetarła oczy i usiadła.

– Uh... Są w pokoju mojej mamy. Nie wiem. Ma szufladę, w której trzyma ważne papiery.

Wstałem i ruszyłem do pokoju jej mamy. Wszedłem i byłem zaskoczony, widząc wszystko w idealnym porządku. Przeszukałem szafki, ale nie znalazłem niczego. Były w połowie puste. Jakby chciała odejść.

Otworzyłem jej szafę i byłem wstrząśnięty, widząc, że było tam tylko kilka ciuchów. Spojrzałem pod łóżko i znalazłem tam puste walizki. Przeszukałem kieszenie i znalazłem plik papierów. Rachunki, rachunki, rachunki i recepta Rhyi. Schowałem ją do kieszeni, ale coś jeszcze przykuło moją uwagę.

To była notka.

„Przepraszam za odejście, kochanie, ale nie mogę wychowywać cię na własną rękę. Chciałabym, żeby twój tata tu był. Powiedz Perrie, że również mi przykro, ale masz 18 lat teraz, więc możesz się sobą zająć, prawda? Zostawiłam 2000 funtów w pudełku od lasagni w szafie. Proszę, nie bądź wściekła. Kocham, mama”.

Zacisnąłem szczękę i spojrzałem na datę.

To było 10 lutego 2013. Zmarszczyłem brwi, to za jakiś miesiąc. Wtedy to do mnie dotarło. Ona planuje zostawić Rhya.

Nie zamierzałem do tego dopuścić. Nie ma mowy. Zostawiłem rzeczy tak, jak je znalazłem i opuściłem pokój. To dlatego większość jej ubrań zniknęła. Planowała zniknąć po cichu. Może zabrać swoje bagaże za każdym razem, kiedy jedzie w „wycieczkę biznesową”, nie zostawiając nic za sobą. Rhya nawet się nie zorientuje, dopóki nie znajdzie notki.

To sprawi, że oszaleje, wiem to.

– Idę do apteki.

Usiadła i potrząsnęła głową.

– Chcę iść z tobą.

– Nie.

– Proszę, nie zostawiaj mnie samej.

– Rhya...

– Nie chcę być sama.

Westchnąłem i skinąłem głową, pozwalając jej.

Dziesięć minut później szliśmy ręka w rękę do dwudziestoczterogodzinnej apteki. Był tu otyły mężczyzna około trzydziestki, stojący przy kasie. Reszta sklepu była pusta. Podszedłem do kasy i podałem receptę. Spojrzał na nas, a później na papier.

– I zakładam, że ty to Anastasia Darling? – zapytał, patrząc na mnie.

– Co?

– Aby odebrać te leki, potrzebuję dowodu osobistego i podpis osoby, która podpisywała receptę.

– Co? – zapytałem z niedowierzaniem.

– Przepraszam, ale nie mogę dać ci tych leków.

Rhya schowała głowę w moją klatkę piersiową, a ja owinąłem ramię wokół niej.

– Proszę, ona... Ona miała atak paniki – powiedziałem.

Mężczyzna wzruszył ramionami. „Nie moja dziewczyna nie mój problem”.

– Spójrz na nią człowieku! – mój głos się trząsł. Nie mógł tego zrobić. – Proszę! Ona ich potrzebuje!

– Powiedziałem, nie mogę dać ci...

Wyjąłem pieniądze z tylnej kieszeni i znalazłem pięćdziesiąt funtów, które zostawiłem na kasie.

– To powinno wystarczyć, prawda?

– Obawiam się, że nie – mruknął. – To cena leków. Jeśli chcesz mnie przekupić, potrzebujesz dwa razy więcej lub ona może mi ssać.

Puściłem Rhya i złapałem go za kołnierz, podnosząc jego ciało powyżej kasy.

– Daj mi pieprzone leki teraz albo przysięgam, że nikt nigdy nie będzie ci już ssać – syknąłem.

Przełknął ślinę i puściłem go, więc poszedł po lek.

– Dziękuję ci – wyszeptała i przytuliła mnie. Przytuliłem ją również i ucałowałem jej skroń.

– Nie ma problemu. Kocham cię. Zawsze tu będę.

*Zayn*


Bawiłem się papierosem, rolując go pomiędzy palcami i wypuszczałem dym z moich płuc. Opierałem się o ścianę starego budynku z kilkoma chłopakami z mojego sąsiedztwa. Podczas kiedy oni rozmawiali o ptaszkach i ich ostatnich przygodach seksualnych, moja podświadomość dryfowała wokół słów Perrie.

„Lubię cię”.

Pamiętam, jak moje serce przyspieszyło rytm i jak zostawiłam ją tam, ponieważ spanikowałem. Była wszystkim, o czym myślałem. Usłyszałem jak Jake zagwizdał, zanim skinął głową na Luke'a i Roberta. Wszyscy spojrzeliśmy, na kogo gwizdał. Dziewczyna szła niedaleko nas, paląc szluga.

– Niezłe nogi! – krzyknął Luke.

– Hej, kochanie, dlaczego nie podejdziesz do nas? – krzyknął Rob, a ja zmrużyłem oczy. Zobaczyłem, że idzie obok nas, ale trzymała dystans.

– Gang baaang! – krzyknął, a chłopcy klaskali, zachęcając mnie. Zamknąłem oczy i oparłem się o ścianę, kiedy Jake wstał i ruszył do dziewczyny.

– Co za cholerna ślicznotka huh – wybełkotał Luke, a ja otworzyłem oczy. Byłem zszokowany, widząc Perrie próbującą wyrwać się z uścisku Jake'a.

– Zostaw ją, kolego – powiedziałem, zaczynając się denerwować faktem, że on dotyka jej ramię.

– Nie bro, ona pasuje.

Wstałem i podszedłem do Jake'a.

– Zostaw. Ją. Bro – powiedziałem przez zęby.

– Dlaczego powinienem?

– Zobaczyłem ją pierwszy.

– Dlaczego nie pozwolisz jej zadecydować?

Perrie spojrzała na nas, wciąż nic nie mówiąc. Ledwo mogłem ją zobaczyć przez ciemność.

– Jestem Jake, a to...

– Pójdę z Zaynem – powiedziała powoli, a Jake ją puścił. Perrie spojrzała na mnie z przerażeniem, kiedy owinąłem palce wokół jej nadgarstka.

– Więc go znasz. Zaufaj mi, kochanie. Nie jest tak dobry w łóżku, jak ludzie gadają.

– Mam to gdzieś – wymamrotała.

Jake spojrzał na mnie, a ja spojrzałem na nią w dół.

– Mogę, proszę, iść? – zapytała zirytowana.

Skinąłem głową i spojrzałem na chłopaków.

– Do zobaczenia.

– Bierz to Zaaaayn! – cieszył się Luke, a ja przekręciłem oczami, pokazując mu środkowy palec.

– Pieprz się, koleś.

Odeszliśmy od nich i Perrie odstąpiła ode mnie.

– Co ty robisz na tych ulicach tej godzinie? – zapytałem, jakoś czując się za nią odpowiedzialnym.

– Nie twój biznes – mruknęła i popatrzyła na niebo przez moment. Musiałem ją zapytać.

– Dlaczego patrzysz na niebo?

Zatrzymała się i spojrzała na mnie.

– Możesz trzymać usta zamknięte?

– Nie.

– Zamknij się.

– Nie.

– Boże! Jesteś irytujący.

– Hej! Właśnie uratowałem ci tyłek – broniłem się, wyrzucając papieros na ziemię i spojrzałem jej w oczy.

– Wiesz, powinnaś być miła.

– Dlaczego do cholery miałabym być miła dla ciebie? – warknęła.

– Zwykle takie jak ty są miłe.

Błagam, nie powiedziałem tego.

– Jesteś takim dupkiem, wow.

Przygryzłem wargę, żałując swoich słów. Przekręciła oczami i ruszyła.

– Gdzie idziesz? – zapytałem, ruszając na nią.

– Do domu.

– Zabiorę cię tam.

– Nie potrzebuję, żebyś odprowadzał mnie do domu. Znam drogę.

– Przestań być taka uparta.

Szliśmy w komfortowej ciszy i szedłem, gdziekolwiek ona szła.

– Zostajesz z Rhya, nie? – zapytałem, próbując nawiązać konwersację. Nie odpowiedziała, więc przekręciłem oczami.

– Dlaczego jesteś taka...

– Moi rodzice zmarli kilka miesięcy temu, dlatego przeprowadziłam się do Rhya – wybuchła, nagle się zatrzymując i sprawiając, że zachwiałem się na własnych nogach.

– I patrzę na cholerne niebo, bo domyślam się, co moi rodzice myślą, jeśli mnie widzą teraz. Palącą, biorącą narkotyki i pieprzącą się z chłopakami. To jest pieprzone gówno, Zayn i faktem jest, że jesteś częścią tego gówna, więc możesz się wycofać, Zayn? Kurewsko cię tu nie chcę.

Skinąłem głową i schowałem ręce w kieszeniach. Zobaczyłem samochód Liama na dworze, ale nie obchodziło mnie to. Wszystko, co mnie obchodziło, to była ona.

– Więc dasz radę? – zapytałem, kiedy zatrzymała się, żeby otworzyć drzwi kluczem.

– Przestań udawać, że cię to obchodzi.

– Nie udaję.

– Więc jesteś cholernie dobrym aktorem. Gratulacje Zayn.

– Po prostu uważaj, okej? – wyszeptałem, patrząc na nią spod zmrużonych rzęs. Przygryzła wargę.

– Co próbujesz zrobić Zayn?

– Jestem miły.

– Cóż, przestań. To do ciebie nie pasuje.

– Nie chcę przestać. Naprawdę... Nie wiem.

– Oczywiście, że nie wiesz. Dobranoc ,Zayn.

Wtedy coś do mnie dotarło.

– Twoje włosy są blond.

– Więc?

– Dlaczego nie zostawiłaś ich różowatych?

– Ponieważ idioci jak ty się z nich naśmiewali.

Byłem zaskoczony.

– Kiedy powiedziałem, że nie lubię tego koloru?

– To nie ma znaczenia.

I wtedy zamknęła drzwi. Akurat wtedy, kiedy zdałem sobie sprawę, że zakochuję się w Perrie Edwards.

I byłem gotowy zburzyć jej ściany.

*Louis*
Patrzyłem na ekran mojego telefonu, który trzymałem w rękach, kiedy Jackie wyszła z łazienki owinięta ręcznikiem.

Od: HS
Dostarczono: 17:29

Lubisz Jackie?

Żułem swoją wargę i zablokowałem telefon postanawiając skoncentrować się na rzeczach dużo ważniejszych niż to pytanie. Na przykład rzeczach jak Jackie.

– Czujesz się lepiej kochanie? – zapytałem, patrząc, jak podnosi trochę ciuchów.

– Ta. Okej. Więc weźmiesz mnie dzisiaj na jazdę?

Skinąłem głową z uśmiechem.

– Ale jeśli skasujesz mi wóz...

Zniknęła w łazience z ubraniami w ręce.

Nie było zbyt słonecznie na zewnątrz, więc to był idealny dzień, żeby nauczyć ją jeździć. Czekałem na to z niecierpliwością, ponieważ kocham uczyć ją nowych rzeczy. Jest taka niewinna, uwielbiam, kiedy to ukazuje.

Wyszła z łazienki ubrana w obcisłe jeansy i luźną koszulę w paski.

Lockie: http://www.polyvore.com/lockie/set?id=80724483

– Nie zmarzniesz w tych spodniach?

– Ogrzejesz mnie ślicznotko – powiedziałem sugestywnym tonem i przytuliłem ją, całując jej nos. Odepchnęła mnie i powiedziała, że spotkamy się przy samochodzie.

Jazda z nią była absolutnym horrorem. Prawie nas zabiła, jadąc złą stroną ulicy.

– Skoro jesteś z Ameryki, to dlaczego wciąż nie umiesz jeździć?

– O mój Boże, Louis, nie możesz tak po prostu pytać ludzi, dlaczego nie potrafią prowadzić! – zacytowała znów Mean Girls, a ja zaśmiałem się, szczypiąc jej policzek.

Byliśmy w moim samochodzie, przed moim domem godzinę później. Bałem się pozwolić jej jechać z powrotem do domu, ponieważ mogła przejechać przez most.

– Nie, ale teraz serio. Mojemu tacie nigdy nie podobał się pomysł uczenia mnie jazdy i on nigdy nie miał czasu na testy czy coś. Więc byłam jedyną z moich przyjaciół, którzy nie mieli pojęcia jak prowadzić samochód.

– Ty nie byłaś... Uh... Nie byłaś tyranizowana, kiedy wracałaś do domu, byłaś? – zapytałem, starając się zrobić to tak delikatnie, jak to możliwe.

Potrząsnęła głową i wysiadła z auta. Zrobiłem to samo i przeszedłem na jej stronę, bojąc się, że stała się teraz cicha.

– Nie. Więc jak mi poszło?

Spojrzała na mnie z ogromnym uśmiechem, który ogrzał moje serce.

– Uh... Byłaś...

– Byłam do dupy – dokończyła.

– To pierwszy raz, kiedy usłyszałem, że powiedziałaś brzydkie słowo – dokuczałem jej, przyciskając ją do maski samochodu i owijając ramiona wokół jej małego ciała. – To rodzaj podniety dla mnie – przyznałem i schyliłem się do pocałunku. Uśmiechnęła się podczas pocałunku, a ja złapałem tył jej ud i podniosłem ją do góry. To było dla niej niespodziewane, ponieważ prawie się przewróciła, ale zabezpieczyłem ją, kładąc na masce samochodu.

Moje ręce biegały wzdłuż jej ud, kiedy przekręciłem głowę, by pogłębić pocałunek. Moje ciało napięło się, kiedy dotknęła moich nagich bicepsów.

Złapałem jej kostki i uniosłem je na maskę samochodu, aby mieć lepszy dostęp i uzyskać lepszy kąt. Dłońmi powoli pocierałem jej skórę od kostek do kolan, a ona ujęła moją twarz.

Odsunąłem się, aby złapać oddech i oparłem swoje czoło o jej. Uśmiechnęła się, więc ja również to zrobiłem, po czym cmoknąłem jej usta i zdjąłem ją z samochodu.

– Chodź, mała. Nie podniecaj mnie tutaj.

Zarumieniła się, a ja zarzuciłem ramię wokół niej.

– Myślę, że możesz być perfekcyjnym kierowcą, jeśli poćwiczysz. Praktyka czyni mistrza.

– To dlatego tak dobrze całujesz? – zapytała z sarkazmem.

– Więc przyznajesz, że byłem twoim najlepszym pocałunkiem?

– Cóż, Zayn był lepszy tak właściwie.

Zatrzymałem się nagle.

– Żartujesz prawda? – zapytałem, czując ukłucie zazdrości w środku. Chciałem uderzyć Zayna za dotykanie jej.

Postanowiłem się nie odzywać, kiedy wracaliśmy do samochodu. Wsiadłem na miejsce kierowcy, nic nie mówiąc. Wiedziałem, że nie wytrzymam zbyt długo nie odzywając się do niej, ale chciałem zobaczyć, jak zareaguje.

– Louis?

Nie odpowiedziałem, po prostu patrzyłem na drogę przede mną. Próbowała spleść swoje palce z tymi, które trzymałem na kolanie. Nie zareagowałem, ale moja skóra zapłonęła, kiedy mnie dotknęła.

Zabrała rękę, aby zobaczyć, czy ją puszczę. I puściłem.

– Okej – wymamrotała, łącząc znów nasze palce.

Zatrzymałem się przed jej domem i wyłączyłem silnik.

– Pa – mruknęła i odwróciła się do wyjścia, ale nie wypuściłem jej ręki. Przyciągnąłem ją do siebie, a ona się uśmiechnęła.

– Wiesz, że nie mogę być na ciebie zły – wyszeptałem i otarłem kciukiem jej policzek.

Ucałowała moją dłoń i odsunęła się, aby zapytać, czy zostanę na noc. Pokręciłem głową, a ona odwróciła się i zaczęła szukać czegoś na tylnym siedzeniu.

Wysłałem Harry'emu wiadomość, pisząc, że  lubię Jackie, chociaż to było zwykłe kłamstwo. Zadzwoniłem do niego, a on odebrał po dwóch sygnałach.

– Halo?

– Hej. Skąd takie pytanie? – przeszedłem do rzeczy.

Bałem się, co odpowie. Może mnie wyśmieje i powie, że nie możemy się już przyjaźnić.

Jackie wróciła na swoje miejsce z jej kurtką w ręce.

– Pa, Lou.

Mrugnąłem do niej i pomachałem, kiedy wysiadła.

– Uh, więc dlaczego o to zapytałeś?

Wróciłem do rozmowy, patrząc, czy Jackie weszła do domu. Odwróciła się ostatni raz i pomachała mi.

-No cóż... Uh... Mam na myśli, stanąłeś po jej stronie w szkole i kilka tygodni temu zapytałeś, czy będzie na imprezie i byłem po prostu ciekaw. Wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć.

Nie odpowiedziałem, ale uśmiechnąłem się, widząc ją na balkonie, zaciągającą zasłony.

– To tylko... Lubię ją – powiedziałem, ponownie uruchamiając silnik.

Był cichy przez chwilę. Obawiałem się jego słów.

– I... Ty... Jak to się stało?

– To skomplikowane. To po prostu... Nie wiem, to po prostu się stało. I jeśli nie chcesz być przez to moim przyjacielem, to rozumiem, ale nie mogę jej zostawić.

– Louis.

Zamknąłem się, zatrzymując się na znaku stopu.

– Możemy się spotkać? Wtedy mi opowiesz – zasugerował, a ja byłem zdziwiony.

Westchnąłem z ulgą.

– Okej, będę u ciebie za dziesięć minut?

– Piętnaście – powiedział i się rozłączył.

Upewniłem się, że żaden samochód nie jedzie i zawróciłem na jej ulicę.

*Harry*

Zobaczyłem Louisa, opierającego się o jego samochód, kiedy szedłem w jego stronę. Uściskaliśmy się „po bratersku", po czym zaprosiłem go do środka.

– Możesz tu zostać przez cały tydzień. Jestem sam.

Skinął na moją ofertę, po czym poszliśmy do salonu z sześciopakiem piwa i usiedliśmy na kanapie. Uruchomiliśmy FIFA, a on zdecydował zacząć temat Jackie w trakcie, gdy gra się ładowała.

– Więc to zaczęło się w grudniu, dwa tygodnie przed balem.

Uniosłem brwi, a on kontynuował.

– Byłem wkurzony, więc pocałowałem ją... i... Później po prostu zacząłem się zakochiwać.

Moje serce biło coraz szybciej z każdą minutą, słuchając wszystkich tych rzeczy, które mówił. Moje knykcie stały się białe, kiedy ścisnąłem kontroler, gdy powiedział mi o tym, że jej spróbował.

– Więc ją kochasz? – zapytałem.

Przygryzł wargi, a jego oczy skanowały dywan, kiedy mi odpowiadał.

___________

Tommy został podwieziony przez swoją babcię w czasie lunchu dwa dni później, więc musiałem jakoś się nim zająć, kiedy będę na treningu

Dzwonek zadzwonił oznajmiając, że to koniec szkoły na środę. Louis, Zayn i ja byliśmy jedynymi, którzy znajdowali się na korytarzu obok stadionu z Tommym.

– Potrzebuję kogoś, kto się nim zajmie, Boże to popieprzone – mruknąłem patrząc na Tommy'ego, który jeździł do około na Segwayu, który znaleźliśmy w szatni.

– Jackie! – wykrzyknął Tommy zeskakując z Segwaya.

Odwróciłem się. Zobaczyłem, jak biegnie w jej ramiona. Odwzajemniła jego uścisk i przywitała się z nim.

– Hej... Uh... Szłam właśnie do... uh... – jąkała się, patrząc na mnie

– Żeby zobaczyć, jak zdejmuję moją koszulkę, prawda, kochanie? – Louis zapytał bezczelnie. Zarumieniła się, a on podszedł, żeby ją pocałować. To było dziwne, widzieć ją w ramionach Louisa, całującą go.

– Potrzebuję przysługi – powiedziałem, starając się utrzymać spokojny ton.

Uśmiechnęła się i uniosła brwi, czekając na moje kolejne słowa.

– Mogłabyś zaopiekować się Tommym w twoim domu, kiedy będę na treningu? Odbiorę go później.

Skinęła głową, a chłopaki powiedzieli mi, że idą na boisko. Wciąż musiałem się przebrać w strój piłkarski.

– Tatusiu, pojeździsz ze mną jeszcze? – zapytał Tommy, a ja skinąłem, roztrzepując jego włoski. Pozwoliłem mu jeździć po korytarzach, zanim powiem mu, że muszę iść.

Był niezadowolony, ale potem usłyszał, że zostanie z Jackie, wiec był znów szczęśliwy.

– Wielkie dzięki za to – wyszeptałem, kiedy Tommy zaczął iść do wyjścia.

– Nie ma problemu.

Rozpaczliwie chciałem pocałować jej czoło, ale powstrzymałem się. Uśmiechnęła się i odwróciła, łapiąc rączkę Tommy'ego.

Spojrzałem na jej nogi, zauważając, że nie są jeszcze mniejsze niż były, więc to dobry sygnał.

Dwie godziny później napisałem do Jackie, że jestem już w domu i może przyprowadzić Tommy'ego.

Później wysłałem jej kolejną wiadomość.

Do: Jackie
Wysłano: 18:00

Możemy pójść na spacer?

Odpowiedziała pozytywnie, wiec poszedłem się ubrać, wiedząc, że musimy zabrać Tommy'ego ze sobą.

Zauważyłem ją przechodzącą przez ulicę, więc opuściłem szopę, żeby się z nimi przywitać. Tommy wpadł w moje ramiona, opowiadając mi o tym, jak oglądali Spongeboba i jak Jackie umie zrobić idealną karykaturę Patryka.

Jarry: http://www.polyvore.com/jarry/set?id=80737904

– Możemy pójść do parku? – zapytał Tommy. Skinąłem głową i podrzuciłem go lekko, żeby lepiej go złapać.

– Ta.

Spojrzałem na Jackie, kiedy szliśmy w ciszy.

– Co u ciebie? – zapytałem w końcu. Po prostu chciałem usłyszeć jej głos.

– Dobrze. A u ciebie?

– Okej.

– Czy ty... Uh... No wiesz? – zapytała, wskazując na moje nadgarstki. Przełknąłem ślinę i skinąłem głową.

Wciąż miałem blizny i wiedziałem, że nie zniknął tak długo, jak wciąż będę to robił. Po prostu taki byłem. Nie mogłem sobie pomóc.

Odstawiłem Tommy'ego na ziemię, pozwalając mu pobiec do huśtawki, a sam usiadłem na trawie, na której wciąż było trochę śniegu. Usiadła obok mnie, zginając kolana.

– Jego matka wychodzi z więzienia za dwa miesiące – powiedziałem jej, patrząc, jak Tommy się huśta.

– Nie sądzę, że jeszcze go zobaczę po rozprawie sądowej.

– Zobaczysz – zapewniła mnie.

Odwróciłem głowę, aby na nią spojrzeć. Była taka piękna.

– Cieszę się, że znów rozmawiamy – przyznałem szeptem.

Skinęła głową, kładąc dłoń obok niej na ziemi. Złączyłem nasze dłonie, kładąc swoją na jej. Ułożyłem jej nogi nad moimi kolanami i zaczesałem pasmo jej włosów za ucho. Spojrzała na mnie, a ja wciągnąłem ją na siebie, owijając wokół niej ramiona. Schowałem twarz w zagłębieniu jej szyi, składając pocałunek na jej skórze.

Zobaczyłem siniaka na jej ramieniu i poczułem, jak moje oczy ciemnieją.

– Czy Louis traktuje cię dobrze?

Skinęła głową, a ja zamknąłem oczy. Zacisnąłem ciaśniej ramiona.

– Powiedz mi, jeśli cię zrani, okej?

– Okej.

Moje serce biło szybko, kiedy powoli podciągnąłem jej prawy rękaw. Moim oczom ukazało się dziesięć cięć, które się goiły. Przebiegłem po nich palcami.

Splotła nasze palce, kładąc je na jej kolanie, a ja schowałem nos w jej włosach. Moje serce zabiło szybciej, kiedy poczułem jej oddech na moim policzku.

– Bardzo mi na tobie zależy, Jackie – wyszeptałem bez namysłu. To była prawda. Nie wiem, co zrobiłbym bez niej.

Przytuliła głowę do mojej klatki piersiowej, oddychając ciężko.

– Mam nadzieję, że już nigdy nie będziesz się głodzić.

Potrząsnęła głową, a ja westchnąłem z ulgą i zauważyłem malinkę na jej szyi. Moja wyobraźnia zadziałała, a ja miałam przed sobą różne obrazy, myśląc o tym, co robili, gdy Louis ją zostawiał.

– Czy wy...um... uprawialiście seks?

Zarumieniła się i pokręciła głową.

– Nie pozwól mu się wykorzystać.

– Nie pozwolę. On jest naprawdę słodki.

Moje serce spadło na te słowa. Zobaczyłem mój naszyjnik pod jej kurtką.

– Nosisz go.

– Nigdy go nie zdejmuję.

– To dobrze.

Przełknęła ślinę, zanim zapytała nieśmiało:

– Wiesz, że będziemy musieli się obściskiwać, prawda? W sztuce?

Skinąłem głową. Myślę o tym każdej nocy i to zawsze sprawia, że jestem podniecony. Myśl o naszych splecionych ustach i moich dłoniach wokół jej talii.

– Myślę, że muszę wracać – powiedziała, próbując wstać, ale złapałem jej rękę, nie pozwalając jej odejść.

– Po prostu zostań trochę dłużej.

W końcu skinęła głową i usiadła znów obok mnie. Oglądaliśmy Tommy'ego, kiedy wracał do nas z wielkim uśmiechem na twarzy.

– Pójdziemy na gorąca czekoladę?

*Louis*

Otrzymałem wiadomość od Jackie, pytającej, czy chcę pójść z nią, Harrym i Tommym na gorącą czekoladę.

Zgodziłem się i trzydzieści minut później szedłem do małego sklepiku. Zlazłem ich przy stoliku czwartym w rogu.

– Cześć – przywitałem się i pochyliłem się, żeby ją pocałować.

Moja ręka spoczęła na jej oparciu, a moje palce bawiły się kołnierzem jej kurtki, jakbym chciał upewnić się, że jest prawdziwa.

– Wielka gra jest za trzy tygodnie – zacząłem, upijając łyk mojego napoju.

– Oraz koncert Justina Biebera – stwierdziła radośnie Jackie, a ja się uśmiechnąłem, wiedząc, że jestem powodem jej radości.

Ścisnąłem jej policzek, a ona zachichotała.

– Mam nadzieję, że o mnie nie zapomnisz, kiedy będziesz patrzeć na jego abs, okej?

– Nie idziesz z nią? – zapytał Harry.

– Nie.

– Idzie sama?

– Nie, idioto. Lottie, Perrie i Rhya też idą.

– Wiesz, że mogą zostać porwane przez kogoś, prawda?

– Tak, jak dwunastoetnie dziewczynki – parsknąłem, a Harry uśmiechnął się krzywo, po czym poszedł po swoją czekoladę.

Po długiej historii o tym, kim jest Justin Bieber opowiadanej przez Jackie Tommy'emu .

– Do zobaczenia jutro – powiedział Harry, kiedy owinąłem ramię wokół Jackie, idąc w dół ulicy.

– Pa, Jackie! – pożegnał się Tommy i pomachał jej. Odmachała mu i patrzyliśmy, jak idą do ogrodu Harry'ego.

Splotłem nasze palce i ucałowałem jej skroń. Odprowadziłem ją do drzwi, po czym powiedziałem, że wespnę się po drzewie, dzięki czemu jej rodzice nie zauważą.

Wpuściła mnie do pokoju pięć minut później, a ja rzuciłem się na łóżko, wcześniej zdejmując moje spodnie, buty, beanie i koszulkę i zamknąłem oczy.

Poczułem, jak łóżko się ugina i otworzyłem oczy, żeby zobaczyć, jak kładzie się obok mnie w jej piżamie.

– Jesteś taka piękna, aniele – wyszeptałem, przyciągając ją na moją klatkę piersiową.

To jak na mnie spojrzała, sprawiło, że moje serce przyspieszyło rytm.

– Jesteś najlepszą rzeczą, jaka mi się przytrafiła.

Spojrzała w dół nieśmiało, nie wierząc w ani jedno moje słowo. Była wspaniała i nawet o tym nie wiedziała.

– Nie, spójrz na mnie – powiedziałem delikatnie i uniosłem jej brodę tak, aby na mnie patrzyła.

– Jesteś piękna, zabawna i słodka... Jesteś perfekcyjna i chcę, żebyś o tym wiedziała.

Pocałowała mój nos, a ja zamknąłem oczy, przyciskając do siebie ciaśniej nasze ciała. Wyłączyła światło.

Nie obchodziło mnie to, że mamy szkołę jutro ani to, że moje książki zostały w moim domu i to, że moja mama prawdopodobnie oszaleje. Wszystko, co mnie obchodziło to to, że byłem tu z nią.

Myślałem o wszystkich rzeczach, które jej zrobiłem, o biciu, obelgach, niegrzecznych komentarzach. Przysiągłem sobie, że nigdy jej nie zranię. Nigdy więcej. Następnym razem, kiedy ktoś ją dotknie, zrobię z niego gówno.

Była moja i nikt nie miał prawa jej dotykać poza mną. Następnym razem, kiedy Kurt lub Jason, chociaż zawieszą na niej oczy, złamię im ręce i nogi.

Spojrzałem jej w oczy. Mogłem zobaczyć, jak bardzo złamana była przez to wszystko. Przygryzłem wargę, a moje serce chciało wyskoczyć z mojej klatki piersiowej, kiedy otworzyłem usta.

– Kocham cię, Jackie.


Hej :) Chciałam się tylko przywitać, bo jestem nową tłumaczką :D Jeśli zauważycie błędy piszcie śmiało :) @_Alice_Ally_